Do kina z Gutkiem Intensywna terapia – recenzja filmu „Słodziak”

Nie da się ukryć, że „Słodziak” to film, który u wielu budził i budzi nadal wątpliwości… Spowiedź gwiazdora Transformers? Tego gościa, który chodził w papierowej torbie na głowie z napisem „I AM not famous anymore”? Czy to kolejna hollywoodzka forma autopromocji i wygładzonej próby powrotu na szczyt?

Shia LaBeouf to wybitnie ciekawa i – do niedawna – dość tragiczna postać. Początkowo znany był głównie jako bożyszcze dzieciaków, oglądających jego perypetie na Disney Channel (w serialu zwanym po polsku „Świat Nonsensów u Stevensów”). Potem dał się poznać jako wschodząca gwiazda Hollywood, która błysnęła jasno w „Disturbii”, by potem zostać twarzą serii „Transformers”. Kolejne już obecności w mediach aktora zaznaczyły kryzysy, burdy, problemy z alkoholem i liczne interwencje policji. Po drodze był też wypadek samochodowy, w którym auto dachowało, a sam aktor odniósł sporo obrażeń… W końcu doszło nawet do sądowego nakazu terapii (obok kolejnych kar grzywny) i postawienia diagnozy Zespołu Stresu Pourazowego. To właśnie podczas tej terapii Shia otrzymał – jak twierdzi przy okazji promocji „Słodziaka” – nakaz spisania swoich personalnych problemów i traum w formie scenariusza-pamiętnika. Tak właśnie narodził się Otis – alter ego LaBeoufa i tytułowy „honey boy”.

Reżyserce Almie Har’el  (znana do tej pory jako dokumentalistka i autorka teledysków) udało się odnaleźć we frapującej historii LeBoufa pewien klucz. Poprzestawiała ona chronologię i sfilmowała to tak, że jednocześnie otrzymujemy bardzo szczere, terapeutyczne wręcz rozliczenie się z personalnego bólu, ale dzięki wrażliwości i inteligencji reżyserki oglądamy również dzieło bardzo uniwersalne, z którym niejeden widz będzie w stanie się utożsamić. Warto też dodać, że jak na reżyserski debiut „Słodziak” olśniewa stroną techniczną – rewelacyjne zdjęcia, świetne lokacje i plenery, i na koniec doskonale dobrana muzyka.  

Całości dopełnia świetna obsada – odkryciem sezonu jest Noah Jupe (widziany już niedawno w „Le Mans ‘66”), jako młoda wersja Otisa. Jupe tworzy jedną z najbardziej wiarygodnych młodych postaci, jakie widziałem w kinie amerykańskim w ciągu ostatniej dekady. Potrafi płynnie przejść od niewinności do manipulacji. Od dziecka, które jeszcze chce się bawić do już trochę zepsutego sławą prawie-nastolatka. Partneruje mu zaś sam Shia LaBeouf, który wciela się w jakąś wersję swojego własnego ojca. I gra bez jednej fałszywej nuty, tworząc postać, której trochę nam, jako widzom, żal, a trochę też jej współczujemy, trochę zaś wiemy, że nie da się tego gościa do końca polubić.

Har’el – ukazując nam ojca głównie z perspektywy syna – na moment nie gubi tutaj tragizmu sytuacji, dzięki czemu historia jest prawdziwie przejmująca. W dorosłego Otisa wciela się, jak zwykle, niezawodny Lucas Hedges, który wyrósł już na jednego z najciekawszych aktorów młodego pokolenia. Warta wspomnienia jest także mała, ale istotna rola FKA Twigs, która otrzymuje kilka bardzo ciekawych scen z młodym Otisem, a już prawdziwą filmową ciekawostką jest udział Natashy Lyonne w jedynej scenie, gdzie słyszymy matkę Otisa w czasie prowadzonej przez nią rozmowy telefonicznej.

Dużo ostatnio mówi się o czułości i „Słodziak” to film, który obdarza tym uczuciem wszystkich swoich, jakże niedoskonałych, bohaterów. Warto więc wybrać się do kina i spędzić z nimi te półtorej godziny, choć efekt oddziaływania filmu zależeć już będzie od naszej indywidualnej wrażliwości.

Tekst: Marek Michalak

Recenzja powstała przy współpracy z Kinem Nowe Horyzonty

3 komentarze

Możliwość dodawania komentarzy wyłączona

-->