Robocizna Pharrella

#PharrellWilliams to taki muzyczny #Midas. Czego by się nie dotknął, przemienia w hit.

Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy maczał palce w takich przebojach jak #GetLucky, #BlurredLines czy w końcu #Happy – utwór, który stał się prawdziwym fenomenem (spora w tym zasługa 24-godzinnego teledysku) i trafił na pierwsze miejsca list przebojów w 175 krajach i do którego Na oscarowej gali tańczyła Meryl Streep. Na „G I R L”, jego najnowszym albumie, jak zwykle udziela się plejada gwiazd i znakomitych ziomów. Wokalnie Pharrella wspierają #JustinTimberlake, #MileyCyrus i #AliciaKeys. Swoje trzy grosze dokładają panowie z Daft Punk, a aranżacją smyczków zajął się sam mistrz Hans Zimmer. Po wysłuchaniu dwóch pierwszych numerów łatwo jednak dojść do wniosku, że Pharrell trochę za wygodnie czuje się w sprawdzonej, przynoszącej mu nagrody Grammy formule. „Gust of Wind”, nagrany przy współudziale #DaftPunk, też brzmi dziwnie znajomo, jakby utwór ten wzięto wprost z płyty „Random Access Memories” robociego duetu. Ciekawsze jest „Hunter”, zwłaszcza gdy pojawiają się żywa sekcja rytmiczna i funkowa pulsacja. Bardzo przyjemnie słucha się też „Lost Queen”, wypełnionego afrykańskimi chórkami, delikatnym śpiewem Pharrella i uroczymi odgłosami „wrum-wrum”. Jest tu oczywiście „Happy”, ale o tej piosence napisano już chyba wszystko. Albumem „G I R L” #Pharrell nie odkrywa Ameryki. Po prostu przyjemnie się go słucha.

#PharrellWilliams
#GIRL
#SonyMusic

Dodaj komentarz

-->