Pasta i Basta Cafe

Warszawa

Mimo że Pasta i Basta działa od początku roku, to dopiero w wakacje zdecydowałam się na wycieczkę do tej włoskiej enklawy na Mokotowie. Niestety, ku mojemu przerażeniu, na miejscu zastałam karteczkę z napisem „urlop”. Widocznie szefostwo knajpy za nic ma sobie kapitalistyczne standardy. Niezrażona wróciłam po tygodniu. Wbrew moim przypuszczeniom we wtorkowe popołudnie restauracja wypełniona była po brzegi. Miejsce urządzono schludnie, ale bez rozmachu. Ściany w kolorze ecru, brązowe meble, niewielki barek udekorowany włoskimi oliwami i makaronem. Na ścianach gdzieniegdzie stare, czarno-białe zdjęcia przedstawiające Włochów oraz oryginalny plakat Ojca Chrzestnego, choć knajpie daleko do mafijnych klimatów. W tle nastrojowe światło i włoska muza, na szczęście bardziej nowoczesna niż nieśmiertelne „Italiano Vero”. Większe wrażenie robi karta dań. Mottem restauracji jest „makaron na 100 sposobów”. Aż tylu się nie doliczyłam, ale przyznaję, że to, co znalazłam, było zdecydowanie nietuzinkowe. Jak np. farfalle z łososiem norweskim w sosie z wódką, cebulą i świeżym pomidorem (17 zł) albo penne z suszoną wędzonką, koniakiem, czosnkiem i świeżą rukolą (19 zł). Amatorom włoskich pierożków i kopytek polecam gnocchi z czerwonych ziemniaków w sosie ze świeżej bazylii, czosnku, orzeszków piniowych i oliwek z dodatkiem sera owczego (29 zł). Dla tych, którzy od past trzymają się z daleka, przygotowano sałatki (12-29 zł) oraz dania mięsne, np. grillowaną pierś kurczaka w pomidorach, z bazylią i mozarellą (25 zł). Na szczególną uwagę zasługuje także obsługa Pasty i Basty. Konkretna, szybka i przemiła. Denerwował mnie jedynie wiszący nad drzwiami elektryczny muchołap rodem z supermarketu, który chyba nawet największym twardzielom potrafi odebrać apetyt. Ale po kilku lampkach wina (9 zł) szczegóły trącą na znaczeniu.

Dodaj komentarz

-->