Dlaczego tanie chińskie żarcie jest dobre? To oczywiste – bo jest dobre i tanie. Problem polega jednak na tym, że zazwyczaj dostaniemy je tylko w obskurnych budach i knajpach, które od bud różnią się wyłącznie murowanymi ścianami. Pokrzykiwania, smród oleju i plastikowe sztućce pozostają te same. Czy ten brak odpowiedniej oprawy zawsze będzie wliczony w rachunek za niedrogie, ogromne porcje kurczaka po pekińsku? Już nie! Oto właściciele restauracji Sapaya wpadli na pomysł genialny w swej prostocie. Chińskie jedzenie, z wszystkimi jego zaletami, także cenowymi, serwują w ciekawie pomyślanej restauracji z prawdziwego zdarzenia. Po pierwsze, Sapayę trzeba najpierw wypatrzyć, bo w przeciwieństwie do typowych dla Polski chińszczyźnianych standardów nie czuć jej już na kilometr. Po drugie, czeka na nas przyjemne, zielone wnętrze: drewniane stoły, dobre zdjęcia, przemyślany wystrój, designerskie elementy. Po trzecie – talerze! Prawdziwe, tłukące się, niepoobijane, no i do tego jeszcze metalowe sztućce. Choć hasło „smaki na pałeczkach” sugeruje co innego. Wisienką na sapayowym torcie są kelnerzy, co oznacza, że problem wrzasków w stylu „dwa razy wołowina z bambusem, proszę!” także został rozwiązany. Trawienie zakłóca tylko niezbyt trafnie dobrana muzyka z radia. Do wyboru jest za to klasyczne, powszechnie znane jedzenie: sajgonki (6 zł), zupa krabowa (6 zł), krewetki na ostro (14 zł), kurczak i wołowina w dziesiątkach azjatyckich wariacji (12 zł). Wszystko podawane jest oczywiście z ryżem i surówką. Nad daniami w cieście kucharz musi jeszcze popracować, bo są piekielnie suche, ale świadomi problemu kelnerzy spieszą na ratunek z sosami. To, że sajgonki powinny chrupać, chyba też za bardzo wzięto sobie do serca, ale przy takich cenach nie sposób wybrzydzać. Najlepszą rekomendacją jest fakt, że zaledwie w kilka dni po otwarciu, w porze biznesowego lunchu w Sapai nie było ani jednego wolnego stolika. Z tego powodu przydałyby się jeszcze dodatkowe ręce do pracy. W oczekiwaniu na danie w kulinarnych godzinach szczytu najszybciej zwolnimy tu stolik na skutek śmierci głodowej.
Sapaya
Warszawa
