Ta nowa restauracja i klub muzyczny to, jak do tej pory, trzeci i największy przybytek sieci Lizard King w Polsce (pozostałe są w Poznaniu i Łodzi). Inauguracja miała miejsce w lipcu, a sam klub, podobnie jak jego starsi bracia, pod względem muzycznym stawia na klimat przybrudzonych bluesowych i rockowych brzmień. Od czwartku do soboty w Lizardzie można posłuchać muzyki na żywo. Co ważne, w odróżnieniu od większości krakowskich lokali jaszczurzy klub dysponuje prawdziwą sceną z profesjonalnym oświetleniem i sprzętem nagłaśniającym. Ma jeszcze jedną przewagę nad innymi krakowskimi miejscówkami – znajduje się w byłej sali kinowej, gdzie spokojnie zmieści się ponad 330 osób. Do tego dochodzą balkony i liczne mniejsze salki oraz, co nie jest bez znaczenia, dobra akustyka. Od połowy sierpnia w klubie ruszy kuchnia, która serwować będzie międzykontynentalne kombo grillowanych mięs i barowych przekąsek. Lizard King zorganizował już kilka dużych koncertów klasyków polskiego rocka, m.in. TSA. Jesienią właściciele zamierzają oddać scenę we władanie Lady Pank, Maleńczukowi i Dżemowi. Do tego dorzucą kilka międzynarodowych gwiazd. Ale nie lękajcie się, młodzi rycerze – Lizard otwiera swe podwoje również dla nowych zespołów. Tyle tylko, że raczej nie dla tych grających muzykę poszukującą. Jeśli więc przed etykietką „rock” macie prefiks (np. experimental, indie, art, post etc.), to prawdopodobnie nie jest to miejsce dla was. Dobry timing to podstawa, więc nieprzypadkowo Lizard Kinga otwarto w tym samym momencie, kiedy filia innej rockowej restauracji zawitała do Krakowa. Tak, mamy na myśli tę amerykańską z widokiem na Mariacki. Szczęśliwie dla lizardów konkurencja na razie ogranicza się do sprzedawania podkoszulków i nie planuje w ciągu następnych miesięcy ruszać z barem, kuchnią i koncertami. Do tego czasu to Lizard jest królem hard rocka na Starym Mieście.
Lizard King
Kraków
