Duet producencki RYSY tworzony przez Łukasza Stachurko (Sonar Soul) i Wojtka Urbańskiego, podczas drugiego dnia Off Festival rozbujał publiczność na scenie T-Mobile Electronic Beats. Udało nam się złapać ich tuż przed koncertem, gdy ubrani w charakterystyczne czarne koszulki, wyluzowani i uśmiechnięci porozmawiali o najfajniejszych koncertach, planach na lato i o tym, co każdy festiwalowicz powinien mieć w plecaku.
Byliście już na jakiś koncertach tegorocznego Offa?
Wojtek: Byłem wczoraj na Devendrze Banhart, to moja miłość od zawsze. Nie zawiódł, było super! Byłem także na koncercie Machinedrum, też bardzo mi się podobał. Te dwa koncerty oceniłbym, póki co, jako najlepsze, mimo że były na totalnie dwóch różnych biegunach muzycznych.
Łukasz: Tu się zgodzę z Wojtkiem – Devendra ujął delikatnością, w niesztampowy sposób zagrał koncert, który poruszył tłum. Machinedrum przekroczył moje oczekiwania, nie spodziewałem się aż takiego sztosu. Tańczyłem w czwartym rzędzie, jakbym znów miał 18 lat.
Na jakiego artystę najbardziej czekacie?
Wojtek: Off bardzo miło zaskoczył nas lineupem. Jest bardzo duże zróżnicowanie. Mnóstwo rzeczy z różnych etapów życia, których kiedyś namiętnie się słuchało. Tegoroczne festiwalowo lato jest fantastyczne. Byliśmy na Openerze, na Audioriver – tam też ciężko było się zdecydować, na co pójść. Wybieramy się też na Taurona, tam też będziemy grać, więc zapraszamy!
Łukasz: Ja po Opolu wracam tu, bo bardzo chcę wreszcie zobaczyć pozytywnego wariata – Thundercat.
Macie jakiś album z tego roku, który zrobił na was największe wrażenie?
Wojtek: Pod koniec 2015 wydana została fantastyczna płyta “Floating Points”. Ciężko mi mówić, o konkretnym albumie, ostatnio wracam do starych płyt, a także słucham artystów, do których często jesteśmy porównywani.
Na przykład do Moderata?
Wojtek: Tak, na początku kariery porównywano nas do Moderata. My nie byliśmy wielkimi fanami tego zespołu, nie wsłuchaliśmy się dokładnie w ich brzmienie. Teraz odkrywam ich na nowo.
Jak wyglądał wasz najdziwniejszy koncert?
Wojtek: Graliśmy w Japonii. Tam, bardzo zdziwiła nas reakcja publiczności, która po zakończonym koncercie stała nieruchomo, po prostu się w nas wpatrując. Zeszliśmy ze sceny, trochę zdziwieni, trochę zasmuceni. Nagle podchodzi do nas organizator i mówi “Co wy robicie, przecież oni bardzo czekają na bis!”
Okazało się, że w ich kulturze, publiczność, która chce, by artyści wyszli jeszcze raz na scenę, okazuje im szacunek poprzez ciszę, nikt nie klaszcze, nikt nie krzyczy. Zupełnie inaczej manifestują zadowolenie!
Zdarzały się jakieś wpadki?
Wojtek: Na jednym z koncertów padał po kolei sprzęt. Jedno urządzenie po drugim. Zmienialiśmy więc na żywo kolejność utworów, kombinowaliśmy, jak się tylko dało. Naturalnie ułożyła nam się setlista.
Raz, w Warszawie, pod koniec koncertu nagle wyłączył nam się sprzęt. A my automatycznie odpalamy na twarzach uśmiechy. Potem przeczytaliśmy recenzje, w których redaktorzy zachwycali się niesamowitym, awangardowym zakończeniem koncertu, brawurą i odwagą artystów. Jak widać, pewne wpadki generują ciekawe reakcje.
Łukasz: Na jednym z koncertów nie mieliśmy głośników. Wynikało to z pewnego niedogadania. Jechaliśmy zestresowani, a na miejscu okazało się, że jest świetna atmosfera, zostaliśmy bardzo miło ugoszczeni, koncert się udał, ludzie się fantastycznie bawili, więc wszystkie nasze wpadki kończyły się niesamowicie dobrze! To się potem dobrze wspomina.
Gdzie będzie można was podczas wakacji posłuchać?
Wojtek: Dziś jeszcze jedziemy do Opola, potem Tauron. Gramy też osobno, zaczynamy też pomniejsze, solowe projekty. Musimy trochę odsapnąć jako RYSY.
Co festiwalowicz powinien mieć w swoim plecaku?
Wojtek: Ładowarkę do telefonu! No i dobry humor, obowiązkowo!
Łukasz: Uwaga, wprowadzam element wychowawczy – w plecaczku musi być woda. No i pelerynka, bo na Devendrze nieźle lało! Dobrego humoru chyba nie trzeba zabierać, sam się tu wygeneruje.



