Skam – nowy serial, który uzależnia wykorzystując media społecznościowe

Pamiętacie Skins? Brytyjski serial o wiecznie imprezujących nastolatkach zrobił furorę i wciągał w perypetie młodych ludzi wielu widzów. Tej zimy w sieci pojawił się norweski serial „Skam” (dosłownie: wstyd lub hańba), który również opiera się na różnych historiach dotyczących młodzieży, lecz nie skupia się wyłącznie na imprezowaniu. Jednak to, co w nim najciekawsze, to sposób uzależniania od oglądania milionów widzów.

skam

Dobre seriale wciągają jak dobre czipsy. Oglądamy jeden odcinek za drugim, a po skończonym sezonie czujemy tylko dziwną pustkę. Osoby odpowiedzialne za tworzenie fabuły seriali chwytają się różnych pomysłów, by oglądany przez ciebie odcinek nie był ostatnim odcinkiem, który dziś obejrzysz. Niespodziewane zwroty akcji, niewyjaśnione historie pod koniec odcinka… Serial „Skam” idzie o krok dalej i uzależnia przez… media społecznościowe. Jak? To proste. Każdy z bohaterów na bieżąco uzupełnia zdjęcia na Instagramie, nagrywa filmiki, wstawia informacje dotyczące życia bohaterów tak, by żyli oni i budzili zainteresowanie także pomiędzy odcinkami serialu. W sieci pojawiają się także krótkie odcinki z wydarzeniami, które nie zostały w poprzednim odcinku wyjaśnione.


Tym sposobem najzagorzalsi fani nie śpią, bo… śledzą losy bohaterów. Sam pomysł na serial wydaje się być dobry – zwraca uwagę na kwestie orientacji seksualnej, integracji młodych osób o różnym pochodzeniu etnicznym, religijnym i rasowym, dotyka także obaw związanych z wchodzeniem w dorosłość.

Wątpliwości wzbudza jednak tak daleko posunięte zaangażowanie fanów w serial. Czy zarywanie nocek, by nie przegapić ani chwili przygód serialowych bohaterów jest zdrowe? Jesteśmy ciekawi, jak serial przyjmie się w Polsce. Ale na to jeszcze musimy trochę poczekać. Póki co, fenomen „Skam” wykroczył poza Skandynawię – w sieci można znaleźć odcinki z angielskimi napisami.

  • pomysł naprawdę dobry, myślę, że chwyci, chociaż jednocześnie jest to trochę przerażające