Wrocław, jako Europejska Stolica Kultury, przyciąga coraz więcej turystów. Nic dziwnego. Nie dość, że jest miastem niezwykle klimatycznym, obfitującym w ciekawe budowle, zadbane parki, przytulne knajpki, organizuje także dużo wydarzeń z wielu dziedzin sztuki. Tym razem wybraliśmy się na American Film Festival organizowanym w kinie Nowe Horyzonty i pozaczepialiśmy Was pytając o filmy i najciekawsze miejsca we Wrocławiu.
Ola
Wrocław ma w sobie coś takiego, że już podczas drogi do niego, wszystko się we mnie uśmiecha. To chyba moje ulubione miasto w Polsce. Za każdym razem, gdy mam okazję wyjechać na festiwal odbywający się w kinie Nowe Horyzonty – pakuję się w trzy sekundy i wyruszam. Tym razem znowu się nie rozczarowałam – obejrzałam fantastyczny film „Kiksy” – na luzie, opatrzony świetną ścieżką dźwiękową, ładnymi obrazami, całkowicie wciągający w nieznany mi świat. Poza tym, wszystkim mogę polecić „Inne zło”. Zazwyczaj nie przepadam za horrorami – ten sprawił, że lekko zgłupiałam – był całkowicie inny od tych, które do tej pory widziałam. Równie mocno bawił, co śmieszył. Uchwyciłam także ważne przesłanie – czasem to nie duchów należy się bać. Więcej nie powiem, żeby nie spojlować. Warto obejrzeć!
A miejsca we Wrocławiu? Cóż, ciągle odkrywam nowe. Z tych już sprawdzonych mogę polecić „Machinę Organika” ze smacznymi naleśnikami i świetną, klimatyczną knajpkę ukraińsko-gruzińską „Kresy”. Wrocławiu, już za tobą tęsknię!
Pani Ewa
Jestem z Wrocławia, na festiwal przyszłam już kolejny raz. Jestem kinomanką, uwielbiam oglądać filmy, więc gdy tylko w Nowych Horyzontach organizowany jest festiwal – sprawdzam repertuar i kupuję bilety. Tym razem nie przyjrzałam się szczególnie propozycją, ale idę z moją przyjaciółką, która wybrała nam dwa filmy. Film otwarcia – fantastyczny “Paterson”, a teraz idę na “Nieśmiertelną historię” Wellesa.
Ona szaleje na punkcie tych reżyserów, więc nie mogłam odmówić. To wielkie kino.
Jaki film zrobił na mnie ostatnio duże wrażenie? Zdecydowanie “Wołyń”. Jest to film, który powinien obejrzeć każdy. Całe kino wyszło z niego w kompletnej ciszy. Wstrząsający.
Jędrzej
Staram się iść na jak najwięcej filmów. Mam już karnet, muszę tylko jeszcze poukładać harmonogram tak, bym zdarzył pójść na wszystko. Na pewno wybiorę się na “Jamnika”, na “Oczy matki” i “Ofiarę”. Z filmów, które mogę polecić, jest tylko jeden, bo tylko jeden – póki co – obejrzałem. To film otwarcia “Paterson”. Cała atmosfera festiwalowa i kino Nowe Horyzonty warte są przyjechania i zobaczenia filmów nowych, niszowych i różnych od tych, które proponują nam multipleksy.
Misia
Jestem z Wrocławia, na festiwal wpadłam na spontanie. Czekam na “Orange Sunshine”. Potem też będzie spontan, poczytam trochę recenzji i coś sobie dopasuję.
Mateusz
Jestem z Wrocławia i trochę wstyd mi przyznać, zapomniałem o festiwalu. Przypomniał mi kumpel, więc w porę się ogarnąłem i kupiłem bilety na “Donald zapłakał” i obecnie czytam recenzje, słucham opinii znajomych, żeby znaleźć jeszcze kilka tytułów, na które warto się wybrać.
Jeśli chodzi o wrocławskie miejscówki – nie znam zbyt wiele. Lubię mięso, więc jadam w Bobby Burgerze. Ale to chyba znacie, co nie?
Daniel
Do Wrocławia trafiłem wczoraj, bo grałem tutaj koncert, więc zatrzymałem się u swojego przyjaciela, który opowiedział o festiwalu wyciągnął mnie do kina. Wybraliśmy trzy filmy. “Szukając Kelly”, “Midnigt Special” i “Donald zapłakał”. Mam nadzieję, że uda mi się obejrzeć je wszystkie, bo o 18 lecę na pociąg powrotny.
Damian
Mieszkam we Wrocławiu. Wczoraj odpaliłem festiwalowy program na stronie Nowych Horyzontów, a tam tyle świetnych filmów! Póki co, kupiłem bilet na “Orange Sunshine”, wczoraj zacząłem wypisywać tytuły, które mnie interesują i zrobiła się z tego niezła lista. Niestety, teraz, gdy już się przestałem emocjonować, nie pamiętam żadnego z nich! Jest ich kilka, same oderwane od rzeczywistości, na pewno przynajmniej jeden mnie porwie.
Maciej
Jestem zdziwiony poziomem mniej rozpoznawalnych filmów. Miałem kilka filmów upatrzonych – były głośnymi propozycjami np. „Jamnik”, czy „Kusza”. Te filmy były, owszem, dobre, ale dużo bardziej podobały mi się filmy, o których wcześniej nie słyszałem i po których – prawdę mówiąc – niczego się nie spodziewałem. Były to „Kiksy”. Stały się automatycznie jednym z moich ulubionych filmów. Nie spodziewałem się, że ten film aż tak będzie na mnie oddziaływał. To była zupełnie obca mi historia i realia, a mimo wszystko, w czasie seansu wracały do mnie wspomnienia, gdy pierwszy raz kupiłem swoje Air Force’y.
Jeśli chodzi o sam Wrocław… Gdy kolejny raz tu przyjadę, na drinka (albo litrowy dzban) pójdę do klimatycznego lokalu „El Salvador”, a na obiad – obowiązkowo – na gałuszki z boczkiem do „Kresów”.















