Raj: Nadzieja. Dziś premiera trzeciej części trylogii Seidla

13-letnia Melanie jest córką Teresy, bohaterki „Raju: Miłość”, i siostrzenicą Anny Marii z „Raju: Wiara”. Jej krzyżem, równie ciężkim co problemy przygniatające barki starszych kobiet, jest tusza. Dziewczynka zostaje więc wysłana na letni obóz dla grubasów, który ma sprawić, że nauczy się samodyscypliny i schudnie, a tym samym wciśnie się w wąski gorset społecznych norm i oczekiwań.

Pokazywany w charakterystycznych dla Seidla geometrycznych ujęciach #ośrodek to więzienie nie tylko dla nadprogramowego tłuszczu, lecz także dla schowanych w nim jak pod bezpieczną kołderką wczesnych żądz, pragnienia atrakcyjności czy akceptacji – potrzeb, które kuracjusze ujawniają najczęściej przy przemyconej ukradkiem butelce piwa czy kalorycznym batonie. Pilnowane przez sadystycznego wuefistę dzieci nie mają szans na otwarte socjalizowanie się, uciekają więc w skrajności. W fizycznie już rozwiniętej #Melanie kiełkuje erotyczna fascynacja dyrektorem ośrodka – mężczyzną starszym, zdyscyplinowanym i szczupłym. Choć niepozbawiona momentów typowej dla reżysera błyskotliwej obserwacji, trzecia część Seidlowskiej trylogii to na pewno najsłabsze jej ogniwo, zrealizowane jakby ostatkiem sił. Nieujęta w wystarczająco mocne ramy historia lawiruje między niewyraźnie zdefiniowanymi emocjami, by na końcu rozpłynąć się niczym zakazana w ośrodku cola ukradkiem wylana na kratkę odpływu. Nadzieja jest – ale przede wszystkim na to, że następny #film Austriaka będzie lepszy.

Dodaj komentarz

-->