Nasze ulubione nowe miejsca 2015 r.

Testowanie nowych miejsc to bez wątpienia jeden z najprzyjemniejszych aspektów tej pracy! Choć nie zawsze bywa tylko przyjemnie. Żeby oszczędzić wam rozczarowań i przykrości (a jeśli jesteście jednostką delikatną i empatyczną, to w momencie, w którym kelner pyta, jak wam smakuje danie, które wam nie smakuje, przeżywacie istne katusze), przygotowaliśmy knajpiane podsumowanie tego roku. Oto kilka miejsc, do których wracaliśmy w 2015 roku nie raz i nie dwa!

 

THAISTY

tahisty-top

Tajska restauracja otwarta pod koniec maja przy placu Bankowym prowadzona jest przez Tajkę i Polaka: Chanunkan Duangkumma i Piotra Świątkiewicza. Od pierwszego dnia Thaisty jest zazwyczaj szczelnie wypełniona, warto więc zarezerwować stolik (chyba że lubicie siedzieć przy wspólnym stole, który zajmuje centralne miejsce w lokalu. Skąd te tłumy? Obstawiamy zupę z kaczki (25 zł), ale tak naprawdę w Thaisty nie zaliczyliśmy dotąd ani jednej skuchy (do naszych faworytów należy czerwone curry z pastą orzechową z rostbefem i sałatka z boczniaka). Pretekstów do powrotu nie brakuje!

 

ODETTE

oddete-top

Pracownia cukiernicza, która wprowadziła sztukę serwowania deserów w XXI wiek, jednocześnie inspiracje czerpiąc z tradycji międzywojnia. „Haute patisserie”, jakiego w Polsce dotąd prawie nie było. Kasztany z Węgier, pistacje z Sycylii, czekolada z Madagaskaru. A efekt z kosmosu. Albo co najmniej jak z galerii sztuki. Słodkości serwowane w Odette mają tak idealne formy, że aż nie chce się wierzyć, że wyszły spod ludzkiej ręki. Ale – co najważniejsze, doskonałość formy nie jest osiągana kosztem smaku. Desery z Odette są przepyszne, zaskakują połączeniami, fakturami i smakami.

 

ZORZA

zorza-top

Kolejne miejsce otwarte przez Grupę Warszawa, której zawdzięczamy m.in. Warszawę Powiśle. To miejsce zarówno dla tych, którzy lubią wstawać bardzo wcześnie, jak i tych, którzy kładą się za późno. Śniadanie zjemy tu od siódmej – gdy w konkurencyjnych miejscówkach kelnerzy dopiero przeciągają się, przecierając blaty. A do drugiej w nocy, gdy w lokalach obok panuje już mrok, można tu liczyć na koktajl i późną kolację. Nawet w tygodniu.

 

MOD

mod-top

Fankami wypieków, powstających pod szyldem MOD Donuts, jesteśmy już od dawna, kiedy to jeszcze dziewczyny wypiekały je we własnej kuchni i dostarczały raz w tygodniu do warszawskiego bistro My’o’My. W kuchni sąsiedniego My’o’Tai szefował wtedy Trisno Hamid, współtwórca słynnego krakowskiego Yellow Doga. To tam upatrujemy początek współpracy, która zaowocowało w zeszłym roku otwarciem MOD. MOD to miejsce nietypowe – za dnia można tam przyjść na dobrą kawę i wypiekane na miejscu pączki (ciepły pączek jak zimne piwo, najlepszy!), a po 17.00 pączki chowają się do gablotki, a kuchnię przejmuje Trisno. Karta jest krótka, a ceny – jak na poziom serwowanych dań – niskie.

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

-->