Zorza

Warszawa ul. Żurawia 6/12

Od zmierzchu do świtu

Zorza kojarzy mi się z kłamstwem. Gdy kilka lat temu byłem na Islandii, przez dwa tygodnie wpatrywałem się w bezchmurne niebo, czekając na zorzę. Bezskutecznie. A że noce trwały kilkanaście godzin, było to dość wyczerpujące. Tuż przed wyjazdem zrobiłem więc zdjęcie zorzy w informatorze turystycznym i wstawiłem na Facebooka. Jak prawdziwa. Oszustwo dla kilkunastu lajków. Nic z fałszu nie ma jednak w sobie Zorza z Żurawiej, nowa knajpka nieopodal placu Trzech Krzyży otwarta przez właścicieli Syreniego Śpiewu czy Warszawy Powiśle. Jest to miejsce zarówno dla tych, którzy lubią wstawać bardzo wcześnie, jak i tych, którzy kładą się za późno. Śniadanie zjemy tu od siódmej – gdy w konkurencyjnych miejscówkach kelnerzy dopiero przeciągają się, przecierając blaty. A do drugiej w nocy, gdy w lokalach obok panuje już mrok, można tu liczyć na koktajl i późną kolację. Nawet w tygodniu.

photo(2)

We wnętrzu motywem przewodnim jest złoto, błyszczą i karty z menu, i elementy wystroju. Na początku to bardziej onieśmiela niż olśniewa, ale po chwili zaczyna się podobać – zwłaszcza w kontekście dominującej w Warszawie estetycznej maniery, która każe właścicielom modnych restauracji obkładać ściany białymi kafelkami lub malować na czarno, a kontuary sklejać z płyty wiórowej. Karta Zorzy nie jest rozbudowana, ale pomysłowa – idea jedzenia przypomina nieco tę z Bibendy. Zamawia się tu zatem raczej kilka przekąsek niż solidny obiad. My zaczęliśmy od frytek z batatów (7 zł), których słodycz sprytnie została przełamana serem feta i świeżą kolendrą. Rozmarynowa polenta z grzybami i serem pleśniowym (17 zł) jest smaczna i zaskakująco sycąca, choć z obecności rozmarynu zdałem sobie sprawę dopiero po drugim przejrzeniu menu. Świetnie sprawdziła się sałatka z palonym kalafiorem, rukolą i bobem podawanymi z wyrazistym sosem z mięty i pietruszki (14 zł). Do dobrego, ostrego guacamole (9 zł) przydałby się za to chleb – my pomogliśmy sobie frytkami.

Jest to miejsce zarówno dla tych, którzy lubią wstawać bardzo wcześnie, jak i tych, którzy kładą się za późno.

Największą zaletą tej kuchni jest to, że ma się ochotę na więcej. Następnym razem skuszę się na kanapkę z pieczonym pomidorem i piklowanym jabłkiem (11 zł), a może i czipsy ze świńskiej skóry (8 zł). Na stoliku obok ląduje natomiast jedna z kanapek na ciepło, o poważnych gabarytach, najeść się nią mogą dwie osoby (m.in. z borowikami i jajem sadzonym – 18 zł; ze stekiem i jajem – 39 zł). Wokół królują jednak batatowe frytki – koszyczki z nimi wędrują z rąk do rąk niemal przy każdym stoliku. Nowa Zorza świeci zaskakująco długo i nie światłem odbitym – sukces innych lokali Grupy Warszawa wcale nie jest jej potrzebny, by przyciągnąć ranne ptaszki i ćmy barowe.

Dodaj komentarz

-->