Przychodnia. Nie wyleczysz się i nie zjesz

Warszawa ul. Jasna 22

Białe parawany, pojemniki do dezynfekcji, chirurgiczne lampy, dziwne i przerażające sprzęty, których przeznaczenia lepiej się nie domyślać. Wnętrze nowej knajpki o nazwie #Przychodnia to składowisko budzących podstawówkowe lęki lekarskich narzędzi – miejsce wygląda, jakby przenikały się tu dwie rzeczywistości: barowa i szpitalna. Dziwne uczucie.

Na wejściu przywitał nas bardzo miły pan (oczywiście w lekarskim kitlu) i opowiedział o wszystkich potrawach, które serwują. Zainteresowało nas #kaszotto (czyli risotto z kaszy jaglanej) z grzybami i dziugasem, kusił dorsz z kurkami (29 PLN), ale ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak na zestaw grzanek z chleba wiejskiego z trzema pastami (15 PLN), kotlet wołowy w wiejskim chlebie z sosem cebulowym (24 PLN) oraz racuchy z jabłkami (12 PLN). Wołowy #burger podany był pomiędzy dwoma kwadratowymi kromkami chleba, co sprawiło, że praktycznie nie dało się go jeść bez pomocy sztućców. #Kotlet był dobrze wypieczony, ale prawie zupełnie niedoprawiony i przez to całkiem bez wyrazu. Za to w środku był intensywnie różowy i przypominał burgera z tatara Sokołowa ze słynnego filmiku #KochamGotować na YT, a mięso zmielone na prawie jednolitą masę.

– Dobry sos to za mało, żeby sięgnąć po to danie ponownie – zrecenzował mój towarzysz. #Grzanki z pastami (makrelowa, serowa, jajeczna) były poprawne, podobnie jak racuchy w mocno domowym stylu. Gorzej, że podczas posiłku nie mogliśmy pozbyć się wrażenia, że podjadamy obiad między wizytami kolejnych pacjentów. Obawiam się, że #Przychodnia może stać się ofiarą własnego pomysłu i dosłowności jego realizacji. Po prostu jest tu za bardzo lekarsko, żeby jedzenie smakowało jak należy. A ponieważ samo w sobie nie jest wystarczająco ekscytujące, może się okazać, że #Przychodnia będzie zabawną, ale jednorazową atrakcją.

Dodaj komentarz

-->