Wsiadamy bowiem do pociągu i to nie byle jakiego, bo do Orient Expressu. Restauracja przy ulicy Grochowskiej 56 przybrała formę ulubionego środka lokomocji Agathy Christie. Pomysł na stworzenie kolejowej knajpy nie zrodził się bynajmniej z zamiłowania właścicieli do kryminałów, lecz z nostalgii za dzieciństwem. Na pewno niejeden z dzisiejszych aktivistów bawił się kiedyś kolejką albo przynajmniej o niej marzył. Szef Orient Expressu urządził swoją restaurację z pieczołowitością i dbałością o szczegóły, z jaką buduje się makiety. Całe wnętrze pozastawiane jest małymi ciuchciami, na ścianach wiszą stare plakaty i zdjęcia pociągów, są nawet latarnie dworcowe i prawdziwe szyny. Jak na pociąg przystało, posiłki można spożyć w przedziałach. Nazwy potraw również są pociąg-ające. Na przykład: „Stacja Praga Południe” – żurek z białą kiełbasą i jajkiem podawany w chlebku (11 PLN) lub „Sen maszynisty, czyli rozpływające się tory kolejowe” – żeberka barbecue z pieczonymi ziemniakami i warzywami (32 PLN). Dania znajdujące się w karcie pochodzą z krajów, przez które przejeżdżał kiedyś sławny Orient Express. Codziennie serwowane są również lunche (zupa i drugie danie) za 17 PLN. Na Pradze Południe pojawiło się wreszcie miejsce, gdzie można miło spędzić czas bez konieczności oglądania grochowskich lumpów. Piwo jest przez to trochę droższe niż w lokalnych pubach (7 PLN), ale dla okolicznych mieszkańców to czysta oszczędność, bo nie muszą już jechać do Centrum. Co więcej, nie ruszając się z miejsca, mogą przejechać się Orient Expressem!
tekst i foto: Gosia Gałązka
