Lubimy proste rozwiązania. Po co kombinować jak koń pod górę, kiedy za pomocą prostego patentu można stworzyć coś fajnego z niczego specjalnego. Takie rozwiązania już nieraz sprawdziły się nad Wisłą. Chociażby cudowne europalety z kontenerem czy wielka piaskownica z leżakami i usypanym boiskiem do sportów plażowych w Nowym Życiu . Tym razem liftingowi została poddana stara barka służąca niegdyś za scenę festiwalu Przemiany. Na 512. kilometrze królowej rzek, tuż obok pomnika Syrenki i budowy stacji metra Powiśle, znajduje się #BarKa.
Ten zadaszony białymi żaglami obiekt o industrialnym charakterze ma dwa oblicza. Spokojne dzienne, kiedy to można napić się kawy (6-12 PLN), zjeść wegetariańską kanapkę (10 PLN) i pogapić się w dal. Jest fajnie, ale to drugie oblicze BarKi, wieczorowo-imprezowe, jest zdecydowanie fajniejsze. Powodów jest kilka – dobra muzyka, umiarkowana liczba hipsterów i niesamowity klimat. Po zachodzie słońca #BarKa wygląda niczym wielki zacumowany lampion. Razem z iluminacją Stadionu Narodowego i oświetleniem mostu Świętokrzyskiego tworzy scenerię jak z TVN-owskiego serialu, ale ogólnie jest fajnie. Nieserialowe są za to chmary owadów lepiące się do białego wystroju i, co gorsza, lądujące w napojach. Czerwone Książęce (9 PLN) dostaliśmy z małą pianką i kilkoma robaczkami gratis. Ale to chyba jedyny mankament tego miejsca. Ceny alkoholu wahają się między 8 (za piwo lane) a 14 PLN (najdroższy Jack D.). Lewy brzeg Wisły od trzech lat przeżywa swój renesans. Szkoda tylko, że lato u nas krótkie i już za dwa miesiące znowu będziemy musieli kisić się w ciasnych klubach. #Powiśle czeka lata[Iza Smelczyńska]
BarKa
Warszawa
