#PiotrPietryga jest wszechstronnym gościem. Choć studiuje medycynę, to większość czasu poświęca fotografii. I to nie fotografii zwykłej a kolodionowej. Techniką, w którą na serio wkręconych jest zaledwie 2o osób w Polsce. Niedziwne. Taki sposób robienia zdjęć pamięta jeszcze wojnę secesyjną.
#Michałowice, późny wieczór. Światło pali się tylko w 120-letnim drewnianym domu pewnej malarki. To tam Piotr zaprasza innych fotografów i modelki. Przez kilka dni nie ma ich dla świata. Robią #zdjęcia. Wena przychodzi sama. – Często jadę tam z pięcioma torbami wypełnionymi sprzętem i pustką w głowie, a wracam z wieloma fajnymi zdjęciami- uśmiecha się. Prawie tak samo jak te plenery – kocha #warsztaty. Na swojej stronie pisze wprost, że po zdjęciowym maratonie można spokojnie nocować w jego mieszkaniu z czego wielu już skorzystało. Wiadomo, że nie każdy jest z Poznania, a on uwielbia kontakt z fotograficznymi zapaleńcami.
Wszystko zaczęło się w liceum. Na urodziny swojej pierwszej miłości postanowił zrobić kilka zdjęć. Kupił w tym celu przypadkowy, prosty #aparat. Związek co prawda się skończył, ale sprzęt pozostał. Od tego czasu fotografował coraz częściej. Ponieważ zawsze bardziej podobały mu się zdjęcia z czarno-białych negatywów, postanowił zrezygnować z cyfrówek i postawić na aparaty analogowe. Zdaniem Piotra warto poświęcić nawet pół godziny na pracę nad jednym zdjęciem dla efektu, którego nie da nam żadna inna technika. – Zdjęcia robione mokrym kolodionem są ulepszonym odbiciem rzeczywistości – twierdzi. – Uzyskujemy niemal trójwymiarowy efekt. – Moment, w którym zdjęcie podczas utrwalania pojawia się w pełnej krasie to uczucie nie do opisania. Ta chwila niepewności, bezpośrednio przed pojawienie się obrazu wywołuje miły dreszczyk emocji – wyjaśnia fotograf.
Wśród specjalistycznych, mało zrozumiałych definicji mokrego kolodionu, Piotr stworzył własną. – To skrzyżowanie trzech rzeczy. Pierwszą jest fotografia, czyli cały proces obmyślania zdjęć i kompozycji-tłumaczy – Druga to #chemia, ponieważ spotykamy się tu z substancjami wybuchowymi i toksycznymi. Niektóre z nich wykorzystywano jako proch strzelniczy. Nie są niebezpieczne, jeśli nie pali się w ciemni-dodaje z uśmiechem. – Ostatnia rzecz to zdolności manualne, bo opanowanie rąk i precyzja to podstawy. W wielu etapach pracy nad zdjęciem ma się tylko jedną szansę na sukces. No i nie można skopiować oryginału – podkreśla.
Taki #portret może zaskoczyć. Czerń jest głębsza, biel niemal srebrzysta. Piotr śmieje się, że każdy z nas ma swoje kolodionowe oblicze, inne od tego, które widzimy na co dzień. – Fajnie gdy ktoś jest zaskoczony sposobem w jaki na niego patrzę. To moja interpretacja człowieka- wyjaśnia. Czasami fotografuje ludzi z ciekawymi twarzami, których przypadkowo spotyka na ulicy. – Impuls działa, kiedy wyobrażę sobie siebie za godzinę, żałującego, że nie zrobiłem zdjęcia – mówi. Chociaż zarabia na warsztatach i odbitkach to nie wiąże na poważnie swojej kariery z fotografią. Po skończeniu medycyny chce pracować w zawodzie, a wtedy przestanie organizować zajęcia dla innych fotografów. Może to już ostatni dzwonek, żeby z nich jeszcze skorzystać?
Na warsztaty możecie zapisać się tu!
