Film: Koneser – cieprienia starego Virgila

#VirgilOldman-jak zwykle świetny #GeoffreyRush- jest koneserem kobiecego piękna. Kolekcja miłosnych zdobyczy, jaką może się pochwalić, jest jednak dość nietypowa – to olśniewający zbiór portretów. Zaklęte w obrazach obiekty westchnień z różnych epok bohater trzyma w pokoju-sejfie.

Uwielbia przesiadywać wśród wpatrzonych w niego kobiet, podziwia urodę utrwaloną na płótnach. #Virgil może się wydać osobliwym samotnikiem, ale w pracy zamienia się w wytrawnego pokerzystę: jest znawcą sztuki i cenionym licytatorem. To on rozdaje karty, ma pełną kontrolę nad tym, co się wokół niego dzieje. Poukładany świat Oldmana legnie w gruzach, gdy tajemnicza Claire zadzwoni z prośbą o wycenę majątku rodziców. Zainteresowanie młodą kobietą zmieni się w chorobliwą fascynację i rozbudzi w podstarzałym mężczyźnie uśpione pożądanie…

#Koneser nie jest wyłącznie opowieścią o zgubnych skutkach zachłyśnięcia się pierwszą miłością, tym szczeniackim uczuciem, które jedni przeżywają w młodości, a inni dopiero pod koniec życia. To historia rozgrywająca się na przynajmniej kilku płaszczyznach i na pewno rozpięta pomiędzy konwencjami – od romansu po kryminał. Wydaje się, że reżysera #GiuseppeTornatore najbardziej interesuje w tym wszystkim pewien paradoks. Paradoks człowieka, który doprowadził do perfekcji sprawdzanie autentyczności dzieł sztuki – w mgnieniu oka rozpozna nawet najdoskonalsze fałszerstwo – ale nie radzi sobie z analogiczną oceną w sferze uczuć, bo przez lata unikał budowania głębszej relacji z kimkolwiek. Gdyby nie nudnawe rozwinięcie akcji, punkt kulminacyjny tego filmu robiłby pewnie większe wrażenie. A tak napięcie siada, przez co widz może przysnąć, obserwując kolejne sceny z miotającym się Virgilem, i ze zdziwieniem obudzić się dopiero na finał w stylu Danny’ego Oceana.

Dodaj komentarz

-->