Eksperymentowała z fotografią i sportem, grała w teatrze. Teraz zamiast mocować się z Szekspirem Gwendoline Christie łamie kości – i stereotypy – jako waleczna Brienne z Tarthu w „Grze o Tron”.
Kobiety w „Grze o tron” z jednej strony mają władzę, z drugiej, aby utrzymać tę pozycję, muszą być niezwykle okrutne, grać według zasad męskiego świata. Aby być równe, muszą odrzucić kobiecość?
Gwendoline Christie: Ostatnio dużo mówi się o silnych kobiecych postaciach w filmie, często w kontekście fizycznej sprawności, siły porównywalnej z męską. Dla mnie siła „Gry…” w tej kwestii kryje się raczej w samym materiale, który po sfilmowaniu daje pełny, 360-stopniowy ogląd tego, czym jest kobiecość w całej swojej złożoności. Obok mocnych stron są pokazane też kobiece słabości, kruchość, wrażliwość. To w pełni odzwierciedla naszą historię, życie w dawnych systemach społecznych, kiedy kobiety musiały znajdować specjalne sposoby, by osiągnąć to, czego chcą. Wydaje mi się, że w „Grze o tron” to wszystko się spotyka i za to najbardziej cenię ten serial.
Brienne i Jaime wrócili do Królewskiej Przystani. Jak wpłynie to na rozwój ich relacji w czwartym sezonie?
Gwendoline Christie: Między tymi bohaterami jest wciąż nić porozumienia. Ona czuje, że jej zadaniem jest przypominanie mu, jakim mężczyzną stał się w trakcie ich podróży. Chce uchronić go przed powrotem do starych zwyczajów. Te długie tygodnie ciężkiej pracy, ból, który musiała przezwyciężyć, i tolerowanie jego nieznośnych zachowań nie mogą pójść na marne… Powrót do starych nawyków oznaczałby złamanie słowa danego Catelyn Stark. Brienne zależy, żeby wciąż widzieć, że Jaime się zmienia, pokazuje, jak wpłynęły na niego ich wspólne doświadczenia. Chce, żeby nigdy nie zapomniał o emocjach, które ujawnił w scenie kąpieli w łaźni.
Skoro wspomniałaś o scenie wspólnej kąpieli – to często dyskutowany moment serialu, wydaje się wyjątkowy… Jak go interpretujesz?
Gwendoline Christie: Ta scena była w książce, nie została dodana przez scenarzystów, aby wzbudzić sensację. To moment o niezwykle silnym metaforycznym ładunku. Nagość obecna w tej scenie nie jest jej sednem, nie ma tam śladu seksualizacji obrazu. To chwila spotkania dwóch istot ludzkich, które są nagie, bo całkowicie się przed sobą otwierają. Wodne środowisko, w którym się rozgrywa, można interpretować jako nawiązanie do matczynego łona… Ta scena jest całkowicie uzasadniona i potrzebna jako narzędzie napędzające dynamikę rozwoju postaci.
Cały wywiad z Gwendoline Christie możecie przeczytać w najnowszym numerze naszego magazynu <a href=”https://aktivist.pl/wp-content/uploads/2013/05/Book-A177-ok.pdf”>TUTAJ</a>.
