Co jest najfajniejsze w całym tym przesiąkniętym kolonialnym myśleniem kocie w worku znanym jako world music? To, że kotłujące się w nim brzmienia (tak różne jak merengue, gamelan czy… oberki) siłą rzeczy niekiedy się zderzają, mieszają i wpływają na siebie. Gdyby w sklepach muzycznych Cesária Évora i Salif Keïta, Trebunie Tutki i Twinkle Brothers czy Konono Nº1 i Batida nie spotykali się na tych samych półkach, kto wie, czy doszłyby do skutku ich randez-vous na żywo. A jeśliby kongijscy wirtuozi elektrycznych kalimb (swego rodzaju afrykańskich cymbałek) nie spotkali się niedawno z mieszkającym w Portugalii, a urodzonym w Angoli Pedro Coquenão, najbliższe miesiące mogłyby być dużo mniej słoneczne i radosne.
Coquenão, producent rozmiłowany w afroelektronicznej stylistyce, znany z kolaboracji z Damonem Albarnem czy z trasy odbytej ze Stormae, wprowadził charakterystyczne brzmienie pochodzącego z Kinszasy zespołu jeszcze dalej na multikulturowe ulice, gdzie etniczne wpływy mieszają się ze współczesnymi gatunkami miejskimi. Tu podbił metaliczne tony tanecznym rytmem, tam zaprosił przed mikrofon wokalistkę i MC, jeszcze gdzie indziej dodał kilka syntezatorowych fraz. I kongotoroniczne tony – taką nazwę dla nagrań Konono Nº1ukuli swego czasu ukuli krytycy – popłynęły dalej zaułkami Lizbony i Luandy. A dziś lecą z okien mojego mieszkania na warszawskim Mokotowie i mieszają się z naszą lokalną world music: Staśkiem Wielankiem, w którego nagraniach lubuje się sąsiad spod piątki, disco polo, którym dzień witają lokatorzy kamienicy obok, i Gangiem Albanii rozkręconym do oporu w przejeżdżającej stuningowanej furze.
Konono Nº1
„Konono Nº1 meets Batida”
Crammed Discs

