Wśród betonowych bloków, a konkretnie w jednym z nich, zamieszkała muzyka spod znaku szeroko ujętej alternatywy. Mowa o klubie o wątpliwej marketingowo nazwie Beton. Lokal, jak to już we Wrocławiu bywa, ukryto skrzętnie przed przypadkowymi gośćmi. Kiedy już do niego trafimy, zobaczymy wąski podeścik dla didżeja oraz niewielki parkiet dla około 50 osób. Tłum się tutaj nie zmieści, ale włodarze klubu zdają się na to nie baczyć i organizują cykliczne imprezy muzyczne. W środy zapraszają fanów reggae do zabawy z Splendid Sound Systemem, natomiast w czwartki i soboty kuszą dźwiękami electro i d’n’b. Inne dni tygodnia to czas chilloutu – jazzu, nu jazzu i downtempo. Niewielka przestrzeń nastraja interakcyjnie – w salce Betonu wszyscy się o siebie ocierają. Wciśnięty w jeden z rogów bar nie onieśmiela szeroką gamą alkoholi, ale rekompensatę stanowią atrakcyjne ceny (Piast – 4 zł, Okocim – 5 zł, gin z tonikiem – 8 zł). Ciekawym pomysłem jest tablica, na której każdy chętny może kredą sprawdzić, czy zostanie następcą Picassa. Beton może i jest wąski, ale znacznie poszerza ubogą ofertę klubów wokół Grunwaldu.
[Jakub Mazurkiewicz]Klub Muzyczny Beton
Wrocław
