Kakadu

Kraków

Och, egzotyczne ptaszęta, ileż kolorów, ileż dźwięków wnosicie do monotonnej rzeczywistości. Prawdopodobnie właśnie to bogactwo zainspirowało właścicieli najnowszego krakowskiego klubu. Kakadu to połączenie ekskluzywnej restauracji z wyluzowanym nocnym klubem. Można powiedzieć: restauracja i dancefloor w jednym stoją domu, restauracja na górze, a dancefloor na dole. Co jeszcze bardziej zaskakujące – jedno drugiemu nie przeszkadza. Ci, którzy tańczą, mogą sobie tańczyć, a ci, którzy jedzą – smacznego, nikt im pomiędzy, jak to się mówi, usta a widelec nie wskoczy. Kakadu znajduje się w piwnicy i na parterze kamienicy przy ul. Wielopole 11, a każdy zakątek lokalu został starannie zaprojektowany. Jeść można codziennie, już od dziewiątej aż do godzin wieczornych. Skosztujcie tu przede wszystkim potraw śródziemnomorskich, od panini po sałatki, ale warto również spróbować pokazowego dania Kakadu – polędwicy z bananami i brzoskwinią w pomarańczowym sosie. Design jest nowoczesny, światło – mięciutkie, wnętrze sprawa naprawdę przyjemne wrażenie. Warto więc wpaść choćby na poranną kawę. Ale czytelników „Aktivista” prawdopodobnie bardziej zainteresuje imprezownia pod restauracją. Pływać po jedzeniu raczej się nie powinno, ale tańczyć – czemu nie? Spalicie to, co się zjadło, bilans wyjdzie na zero i wtedy można ponownie wejść sobie na górę po przekąskę. Na dole design jest równie ciekawy i nowoczesny. Żeby wszystko było jasne – Kakadu leży blisko imprezowego zagłębia z Łubu Dubu i Kiczem, a właścicielami są ci sami ludzie, którzy miastu dali już B-Side. O jakość imprez nie trzeba się zatem specjalnie martwić.

[Thymn Chase]

Dodaj komentarz

-->