Bistro Warszawa

Warszawa

#Starówka da się lubić, ale nie od razu. Niewiele się tu zmieniło przez ostatnie lata – w poniedziałkowy wieczór na rynku wciąż jest 15 osób, a okoliczni mieszkańcy od razu informują policję, gdy ktoś rozkręca imprezę. W efekcie nigdy nie odgrywała ona roli starego miasta z prawdziwego zdarzenia. Są jednak tacy, którzy wierzą w jej potencjał. Podziwiamy, popieramy i chętnie informujemy o ich mozolnej walce z wiatrakami. Jednym z takich przyczółków jest usytuowana w sercu rynku #JazzowniaLiberalna – ulubione dziecko bankowca, wciąż pracującego w londyńskim city. Zamiast lokalnego kiczu, uwielbianego przez turystów, znajdziemy tu raczej jasne, minimalistyczne wnętrza oraz jazz z wyższej polskiej i zagranicznej półki. Można śmiało powiedzieć, że lokal jest swego rodzaju kontynuacją dobrych jazzowych tradycji klubu Riviera-Remont, którego „ekumeniczny” wizerunek współtworzył przez wiele lat Grzegorz Gałuszka, obecnie zaangażowany w Jazzownię. Programowo najważniejszy będzie tu jazz we wszelkich odmianach, nawet tych bardziej oryginalnych, z przedrostkami country, hip hop i etno. Do koncertów dołączą wkrótce wernisaże i wieczory literackie. Pod względem kulinarnym #Jazzownia również zapowiada się dobrze, choć to przede wszystkim świetna before’ownia. Nie udało nam się dowiedzieć, kto jest kucharzem, ale z czystym sumieniem polecamy przygotowane przez niego dania. Jeśli nie macie ochoty na wykwitną kolację, karta win powinna wystarczyć. Jest w niej Petrus z 1996 roku za 9 tys. zł, ale można zamówić też nieco skromniejsze wina australijskie za 65 zł. My natomiast mieliśmy i czas, i ochotę, żeby przebadać menu dokładniej. Wieczór umiliły nam aksamitna zupa maślakowa z grzankami oraz zupa cebulowa (obie w cenie 20 zł), befsztyk z polędwicy z sosem pieprzowym (60 zł) oraz pieczona pierś z dzikiej kaczki z żurawiną i grubymi frytkami (40 zł). Warto też wspomnieć o praktycznie u nas nieznanym grzanym białym winie z imbirem i pomarańczą (11 zł). Ten zestaw okazał się wyjątkowo udany. Jedynie kaczka wydawała się trochę sucha, ale łatwo to wybaczyć. Jeśli wam się tu spodoba, warto prosić o kartę stałego bywalca, która da wam 20% zniżki. Szkoda tylko, że rabat nie dotyczy wina Petrus. 

Tekst: Mladen Petrov
Foto: Magda Braniewska

Dodaj komentarz

-->