Klub #Cirkus otworzył swoje podwoje 12 września, w samym środku tego niespodziewanie zimnego miesiąca. W lokalnych mediach narobiło się trochę szumu, ponieważ o Cirkusie ploteczki krążyły już od dawna, jako o nowym projekcie właściciela dwóch innych alternatywnych lokali – Kitschu i Plasticu. „Aktivist” postanowił więc sprawdzić, ile wspólnego z plotkami ma rzeczywistość. Podobnie jak kilka innych ciekawych miejsc w Krakowie (m.in. sala fitness i supermarket), #Cirkus mieści się w zaadaptowanej starej sali kinowej. Na wejściu kiepskie wrażenie zrobili na nas ponurzy ochroniarze, a dziwne – kinowa lada przerobiona na bar. Złym znakiem było zaś to, że o 23:15 jedynie około 20 procent sali było pełne… Prawdziwym koszmarem okazały się dopiero tygrysie prążki na ścianach i natłok plastykowego szajsu w środku. Dwupoziomowy klub ma jednak potencjał. Najważniejszą częścią lokalu zajmuje ogromny dancefloor, położony w miejscu, gdzie mieściła się główna sala kinowa. Właściciele pozbyli się foteli, zdecydowali się jednak zachować wielki ekran – wyświetlają na nim dziwne obrazy, które migoczą w rytm muzyki dobiegającej z gigantycznych głośników. Efekt jest niezły, choć dobór dźwięków ogranicza się niestety, podobnie jak w Kitchu, do 40 zgranych hitów. Jedną z atrakcji klubu jest utrzymany w fikuśnym stylu lat 20. bar dla VIP-ów, który mieści się na pięterku, czyli tam, gdzie kiedyś był balkon. Za barem stoją manekiny w ciuszkach retro. Podczas otwarcia było tu tłoczno, a w powietrzu drgała bardziej chilloutowa muzyka. Wrażenia odnieśliśmy pozytywne, będzie to idealna przystań dla lokalnej błyszczącej elitki. Jaka będzie przyszłość #Cirkusa? Trudno powiedzieć. Na pewno klub jest wyjątkowy, to jedno z niewielu miejsc, w którym zmieści się ponad 1000 osób. Z drugiej strony trudno uwierzyć, by takie tłumy zechciały przybyć do miejsca z takim klimatem i takimi dekoracjami. Myślę, że właściciel musi dokonać paru przeróbek, zanim zwalą mu się tam kohorty wygłodniałych klubowiczów, a przecież o to chodzi. Poza tym #Kraków raczej do takich miejsc nie chodzi. Cała nadzieja w turystach.
Cirkus
Kraków
