Pawilon Wyspiański 2000

Kraków

Jak utrwalić grymas twarzy? Czy można w kadrze zatrzymać ludzkie emocje? Jak na zdjęciu oddać charakter człowieka? Portrety bardziej i mniej znanych Polaków znakomitego interpretatora ludzkich twarzy – Krzysztofa Gierałtowskiego można będzie oglądać w piwnicach Pawilonu Wyspiański 2000.

Gierałtowski – nazywany dziś specjalistą od trudnych zdjęć ludzi – zaczynał od fotografowania sesji mody i czarno-białych klisz. Dość szybko zajął się także portretem. „Moje fotografowanie ludzi bierze się z ciekawości i chęci uczestniczenia w grze ze współczesnymi mi indywidualnościami. Robię portrety subiektywne, dostrzegając u wybranej osoby jedną cechę – wrażenie i tę właściwość staram się wizualizować” – tłumaczy swoje zainteresowania artysta.

Jednak dopiero po 30 latach zaczął wprowadzać do swoich prac kolor, raz delikatny, raz tak intensywny, że aż energetyzujący. W tym tkwi jego wielkość. Nie trzyma się kurczowo jednej, sprawdzonej już metody. Lubi eksperymenty formalne. Zaczynał od prostych aparatów, w Szwajcarii zafascynowały go możliwości szerokokątnego obiektywu, potem przerzucił się na negatywy większego formatu. Pozwalały mu one wydobywać zmarszczki, fakturę skóry czy błysk oka. Te anatomiczne wręcz upodobania to zapewne pokłosie czteroletnich studiów medycznych. „Analiza postaci jest u niego czasami bardzo daleko posunięta i ma niewiele wspólnego z zewnętrznym podobieństwem fotografowanego i jego portretu. Wydaje się, jakby Gierałtowski brał modela za kołnierz, aby zmusić go do całkowitego dekamuflarzu” – pisał o jego sztuce Bas Roodnat (przy okazji wystawy w Amsterdamie w 1984 roku).

Wśród bohaterów jego zdjęć są ludzie kultury, intelektualiści, lekarze, prawnicy, politycy, mężowie stanu. Ryszard Kapuściński tak o nim pisał: „Gierałtowski nie portretuje ludzi z książki telefonicznej. Jest wybitnym portrecistą wybitnych Polaków. Jest jednym z nielicznych w Polsce, a także jednym z nielicznych w świecie, który poświęcił się portretowi tak świadomie, i z taką konsekwencją. Człowiek jest jego pasją wyłączną. I to nie człowiek w stosunku do innych ludzi, ale w stosunku do samego siebie, sam w sobie ciekawy i ważny. Tak potraktowany, tak wyodrębniony, ten człowiek osobny wypełnia cały obraz”. To widać w prezentowanych na wystawie pracach. Połowę twarzy Stanisława Lema skrywa cień, Sławomir Mrożek nie rozstał się z okularami i dżinsową czapeczką, a w portrecie ściśniętej szybą twarzy Andrzeja Czeczota dominują gorejące mądrością oczy.

Dodaj komentarz

-->