Kafe Merhaba

Warszawa

Wejdzie czy nie wejdzie? Czekając na decyzję Brukseli w sprawie przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej, możemy zacząć poznawać ten kraj już teraz. Co prawda Turcy należą do najbardziej aktywnych graczy na warszawskiej mapie kulinarnej, ale jak dotąd ich działką były klitki z kebabami, do których zagląda się na krótko, bez specjalnej chęci nawiązywania głębszych relacji z obcą kulturą. Kafe Merhaba w okolicach pl. Konstytucji nie specjalizuje się w szawarmie, ale wątek Orientu jest w niej wyraźnie obecny. Gdyby Coffee Heaven miało otworzyć swoje filie nad Bosforem, wyglądałyby pewnie mniej więcej jak Kafe Merhaba. Duży bar, wyszkolony barista, ogromne okna z widokiem na ruchliwą ulicę, małe stoliki, etniczne ozdoby, no i obowiązkowa fajka wodna. Warto dodać, że poznawaniu współczesnej (pop)kultury tureckiej sprzyja duży ekran plazmowy, na którym zobaczymy gwiazdy i gwiazdeczki tamtejszej sceny pop i rock. Jeśli jednak oglądanie telewizji Power Turk nie należy do waszych hobby (na ekranie czasem widoczny jest tekst piosenek, zatem przy odrobinie odwagi można zabawić się w karaoke), będziecie mogli skupić się na studiowaniu menu. Zorientujecie się wtedy, że do Merhaby wpaść można nie tylko na mocną turecką kawę (7 zł), ale i tamtejszą herbatę (4 zł). Ten ostatni trunek figuruje też w menu w wersji amerykańskiej i zarazem ekologicznej, cokolwiek miałoby to oznaczać (9 zł). Są jeszcze czekoladki (3 zł) i desery tak słodkie i kaloryczne, że nie sposób nie przeklinać ich później na siłowni. Jeśli jednak nie przejmujecie się takimi drobnostkami, spokojnie możecie rozpocząć tu jeden dzionek. Wraz z kawą dostaniecie śniadanie, a w późniejszych porach i obiad (20 zł). Dodatkowo, przy sprzyjającej pogodzie, przed kawiarnią pojawi się letni ogródek, w którym będzie można posocjalizować się przy sheeshy. Wszystko jest. Zupełnie jak w Turcji.

tekst: Mladen Petrov
foto: materiały promocyjne

Dodaj komentarz

-->