tekst: Iza Bielecka-Gnaś foto: materiały prasowe
Na myśl o restauracji przyteatralnej instynktownie wyobrażam sobie kameralne oświetlenie, sceniczne motywy i fortepian. Świeżo odnowione Studio Buffo częściowo spełnia te oczekiwania. Przy barze wiszą bowiem zdjęcia żywych legend musicalu, Stokłosy i Józefowicza, a okna zasłonięte są subtelnymi, mlecznymi firanami, przez które nastrojowo przedostaje się światło dzienne. Fortepian, ustawiony niepozornie w kącie, wydaje się czekać na mistrza. Do tego dobra muzyka i pokaźna karta win. Tu jednak obrazek rodem z lat 20. się kończy, bo w knajpie stoją duże, grubo ciosane drewniane ławy i stoły. Atmosfera kultury wysokiej odpowiedniej dla teatru podszyta jest tu prostotą w postaci mebli i raczej polskiego jedzenia. Z czarnym fortepianem kontrastują ciekawe, malowane parawany i wypełniający lokal aż po sufit zapach żurku (14 zł). Dwa światy, które wydają się stykać w tym miejscu, stanowią ciekawy kompromis pomiędzy spokojną kawiarnią a bardziej swojskim stylem i dobrą wyżerką. Głodomory mają, w czym wybierać. Wątróbki w boczku (22 zł), tatar z polędwicy wołowej (31 zł) czy kotlet schabowy (36 zł) z prawdziwego zdarzenia powinny zaspokoić potrzeby nawet najbardziej wymagających zwolenników domowego jedzenia. Wielbiciele nieco mniej kalorycznych ryb mogą wybrać jedną z nietypowych pozycji, chociażby zapiekanego lina (32 zł) czy tęczowego (gay-friendly?) pstrąga (31 zł). Po obiedzie trudno sobie odmówić czegoś na osłodę, gdy w karcie kuszą racuchy w sosie wiśniowym (14 zł) i cieplutki, acz nietani kisiel malinowy (13 zł). Należy jednak uzbroić się w cierpliwość, bo zanim talerz w końcu trafi na wasz stół, przyjdzie wam poczekać. Na szczęście jedzenie rekompensuje opieszałość obsługi. Teatr Buffo znany jest z dostarczania wielu pozytywnych emocji, jeśli w parze z nimi chwyci was głód, smakowite zapachy z restauracji czyhać na was będą zaraz przy wyjściu z teatru. I ostrzegam, trudno im się oprzeć!
