Avant Art 2026: „Nie interesuje nas mainstream” – wywiad

Program tegorocznej edycji Avant Art Festival zaprasza odbiorców w podróż po najciekawszych rejonach współczesnej muzyki eksperymentalnej. O procesie selekcji artystów, budowaniu międzynarodowych partnerstw, sprzeciwie wobec mainstreamu oraz o tym, dlaczego kultura musi być narzędziem społecznego zaangażowania, rozmawiamy z dyrektorem artystycznym festiwalu, Kostasem Georgakopulosem. 

Program Avant Art 2026 pokazuje artystów z bardzo różnych środowisk: od improwizacji, noise’u, elektroniki po działania performatywne. Jak wygląda proces selekcji artystów, którzy ostatecznie trafiają do bogatego programu festiwalu?

Po wielu latach mam teraz w tym zakresie dużą świadomość, wyczucie i precyzję, więc to ja decyduję o selekcji i wyborze. Na kogo spada odpowiedzialność? Na nas i na artystów. Wspaniale, gdy na końcu niewielką odpowiedzialnością wykaże się również publiczność. O co chodzi? To nic skomplikowanego. Interesują nas jakość, talent i wszystko to, co wymyka się sztywnym podziałom. Nieważne, czy to gitary, eksperyment, czy elektronika – choć ta ostatnia musi być z wokalami. To właśnie chcemy dać ludziom: emocje, szczerość i bezpośredniość. O udziale artystów nie decyduje u nas biznes.

Od kilku lat towarzyszy mi myśl, że większość z nas przestała traktować kulturę jako odpowiednie narzędzie do wyrażania niezgody, sporu i sprzeciwu wobec systemu. Dziś ten system to władza techno-oligarchów i psycho-szefów wielkich korporacji technologicznych. Moje priorytety to demokracja, sprawiedliwość, równość, otwartość, humanizm, komunitaryzm, integracja czy inkluzywność – a to tylko część wartości, które są dla nas kluczowe. Od 2027 roku w programie AAF pojawiać się będą wyłącznie (choć to zamysł nieco romantyczny) artyści zaangażowani społecznie. Oczywiście od kilku lat – i również w line-upie na 2026 rok – wielu takich twórców już z nami jest.

W tym roku mocno obecna jest scena brytyjska. Co sprawiło, że właśnie artyści z Wysp wydali się dla Ciebie w tym momencie szczególnie interesujący?

Zawsze, od 19 lat, byli i będą u nas obecni w dużej liczbie. Brytyjscy artyści są po prostu niezwykle utalentowani i mają w sobie „to coś”, co bardzo mi odpowiada. W większości są wyjątkowi, wielokulturowi i wieloznaczni. Byłem w Wielkiej Brytanii wiele razy, mamy tam kilka partnerstw, a od trzech lat wspiera nas cudowne polskie biuro British Council. W 2027 roku przygotujemy też nieduży program poświęcony Szkocji, więc naprawdę super!

W ramach Avant Art oraz Festiwalu Nowe Horyzonty (gdzie pracowałem do 2021 roku) zaprosiłem z całą pewnością grubo ponad 150 brytyjskich zespołów i projektów, więc to chyba po prostu silne uczucie! W tym roku zaprosiliśmy absolutnie przepiękną muzycznie grupę artystów z UK. Wystarczy wspomnieć, że na AAF zagrają m.in. Elvin Brandhi, Everything is Psychedelic, aya, Mariam Rezaei, Osmium w składzie z Samem Slaterem, James Ginzburg, feeo, LoL K czy wspaniała grupa Ahmed, wyróżniona tytułem albumu roku 2025 według magazynu The Wire.

Od kilku lat Avant odbywa się nie tylko we Wrocławiu, ale także w innych miastach. Zaraz startuje jego warszawska edycja, potem przyjdzie czas na Lublin. Jak z perspektywy dyrektora artystycznego oceniasz tę „decentralizację”? Czy różne miasta zaczynają tworzyć własne, odmienne konteksty dla prezentowanej przez Was sztuki?

Jestem przede wszystkim prezesem fundacji, odpowiedzialnym (lub współodpowiedzialnym) za całą organizację. Nasz rozwój i docieranie do nowej publiczności opieramy na rozbudowie organizacji w poziomie, a nie w pionie. Co mam na myśli? Mieliśmy kiedyś propozycje i próby produkcji w większych salach, przy mniejszej liczbie dni, za to z wyższą frekwencją – zmiana na większe venues itp. Nas to jednak po prostu nie interesuje. Wolimy zapraszać nowe osoby i organizacje do partnerstw oraz do wspólnego budowania społeczności.

Świetnym przykładem jest tegoroczna, już trzecia edycja w Lublinie. W końcu mamy wspaniałych i odpowiednich partnerów, z którymi współorganizujemy i kuratorujemy to wydarzenie. Bardzo dziękuję Fundacji Badania Możliwości, Muzeum Osiedli Mieszkaniowych oraz Centrum Kultury w Lublinie! Na koniec podkreślę, że ten pomysł nawiązuje bezpośrednio do tego, co jest dla nas obecnie najważniejsze – do spraw społecznych i roli, jaką odgrywa w tym procesie kultura. Łączy się to dodatkowo z naszymi aktywnościami zagranicznymi oraz edycjami w Berlinie i Meksyku (a w przeszłości z organizacją ponad 20 wydarzeń w 10 krajach). Chcemy i musimy robić wiele wydarzeń, żeby nie być zależnymi od jednego projektu, jednego mecenasa czy wpłat z biletów. Skromnie, ale pracowicie budujemy nowe wspólnoty. Tak, pracujemy bardzo ciężko i intensywnie, choć i tak czuję się bardzo wyróżniony i szczęśliwy. Pracuję w rodzinnym zespole, co jest absolutną podstawą. Na koniec dodam, że sam jestem muzykiem i to zapewne w dużej mierze miało decydujące znaczenie.

Gdybym chciał się wybrać na Avant do Warszawy i Lublina, to jakich artystów szczególnie byś mi polecił?

Nie mogę tego zrobić. Zasadą, którą kierujemy się od kilkunastu lat (pierwsza edycja odbyła się 19 lat temu!), jest to, że każdy projekt na AAF jest dla nas równie ważny i pod każdym podpisuję się osobiście. Mogę jedynie polecić coś bardzo prywatnie – bardziej jako słuchacz i fan. Nie wiem, czym się kierować, więc wskazuję projekty, o które bardzo długo się starałem: Ahmed i Krallice.

Bardzo ważna jest też dla nas scena z Indonezji. Byliśmy tam kilka miesięcy temu i przyniesie to konkretne owoce w 2027 roku. Wracając jednak do roku 2026: moją kolejną rekomendacją są koncerty muzyków z Senyawa oraz na pewno OSMIUM – zespół zdobywczyni Oscara za muzykę do Jokera, Hildur Guðnadóttir, ze składem z Rullym Shabarą z Senyawy, więc wszystko się tutaj łączy. Nie zapominamy przy tym o polskich artystach i wspieramy ich. W programie pojawi się kilka ważnych składów, takich jak Extensa z Mikołajem Trzaską, projekt Kuby Janickiego, Alameda czy Tymek Papior.

Zauważyłem, że w internecie pojawiły się głosy, iż tegoroczne karnety na Avant Art we Wrocławiu są droższe niż w poprzednich latach, a część odbiorców twierdzi, że program – mimo dużej różnorodności – nie zawiera dużych nazwisk wartych tak sporej sumy pieniędzy. Jak odpowiedziałbyś na takie opinie?

Postaram się odpowiedzieć godnie, z szacunkiem i ogromną sympatią do każdej osoby, dla której muzyka – nasza i w ogóle – jest ważna. Cóż mogę napisać? Przez kilka ostatnich lat mieliśmy bardzo tanie karnety, jednak ich sprzedaż była bardzo mała i z roku na rok spadała. Obserwujemy wyraźny spadek zainteresowania tą formą wstępu, więc straciłem serce do karnetów i nadzieję, że dzięki nim ludzie będą chodzić na większość wydarzeń. Teraz wygląda to u nas inaczej: zachęcam do kupowania pojedynczych biletów. Pod tym względem wyróżniamy się nieco niższymi cenami niż na podobnych wydarzeniach. A sama cena zależy też od liczby wydarzeń, dni festiwalowych itd. Ostatnia rzecz i apel: czasami zgłaszają się do nas osoby z prośbą o upust lub inną formę wsparcia – zapraszam do kontaktu ze mną, mój adres e-mail jest znany.

A co do zarzutu, że program nie zawiera „dużych nazwisk” wartych tych pieniędzy… Hm, ok. Czy myślimy tu o imprezach mainstreamowych? Nas to nie interesuje. Nasze „duże” nazwiska są zaproszone i znajdują się w programie dzięki przemyślanej strategii oraz uczciwym, szczerym emocjom, o których pisałem wcześniej, a nie po to, żeby robić medialny hałas. Mam wrażenie, że dla niektórych organizatorów jedno, maksymalnie dwa „duże” nazwiska wystarczą, aby przyciągnąć słuchaczy, a reszta projektów to typowe zapychacze. Pewnie trochę przesadzam i uogólniam – przepraszam, ale trudno. My tego po prostu nie robimy. W naszym programie (z czego jestem bardzo dumny i szczęśliwy) każdy artysta jest wynikiem TEGO CZEGOŚ. Są to m.in.: OSMIUM (Hildur Guðnadóttir), Senyawa, Iggor Cavalera (tak, ten z Sepultury), Earthball (2. miejsce w kategorii Album Roku 2025 w The Quietus), aya, ZU czy Ahmed (1. miejsce w kategorii Album Roku 2025 w The Wire).

W grudniu Avant dotrze do Meksyku. Jak to się stało, że impreza zagości akurat w tym kraju?

Byliśmy tam rok temu na misji kulturalnej w ramach programu Music Export Poland. Wcześniej prezentowaliśmy już na Avancie artystów z Ameryki Południowej – interesuję się tym regionem świata od lat. Obecnie twórcy z tzw. Globalnego Południa są naszym priorytetem. Jesteśmy zafascynowani tą kulturą, talentem i pięknem tych ludzi oraz tego kraju.

Wkrótce ogłosimy program meksykańskiej edycji, w której znajdzie się duża liczba projektów z Polski i Meksyku oraz kilka wspólnych, premierowych przedsięwzięć. W programie przewidujemy koncerty, wystawy, spotkania, warsztaty i filmy – wszystko to w dniach 1–8 grudnia 2026 roku. W sumie planujemy organizację ponad 20 wydarzeń we współpracy z 10 partnerami z Meksyku. W przyszłym roku planujemy zaprezentować częściowo program edycji z 2026 roku również w Polsce i Europie.

Po prawie dwóch dekadach obecności Avant Art na festiwalowym rynku, jak podsumujesz dotychczasową historię imprezy i jej obecną kondycję?

Jestem szczęśliwy i czuję się wyróżniony. Jest wspaniale i nie będę tutaj mówił o problemach, trudach czy pracy ponad siły – nie ma co. Jest zazwyczaj pięknie i robimy to, co jest realne i możliwe w naszej skali. Nie mamy ambicji przerostu formy, jedynie ambicję jakości. Przede wszystkim prezentujemy wspaniałych artystów w określonym kontekście, ale o tym już wspominałem.

Jak zmieniła się publiczność Avant Art przez te wszystkie lata? Czy dziś odbiorcy są bardziej otwarci na trudniejszą, wymagającą muzykę niż kilkanaście lat temu? A może na festiwal przychodzą wciąż te same osoby?

Wszystko – albo bardzo wiele – się zmieniło. Zależy nam na bardzo różnorodnej publiczności, ale przede wszystkim na odbiorcach „mądrych”, „chcących”, wyrobionych, a z drugiej strony otwartych na nowe doświadczenia; na ludziach, którzy potrafią odczytać nasz program i natychmiast odnaleźć w nim ważnych dla siebie twórców.

Czy edukacja publiczności jest częścią misji festiwalu? Czy zależy Ci na tym, aby ludzie odkrywali zupełnie nowy język muzyczny?

Tak, ale obecnie łączy się to u nas ściśle z aktywnościami społecznymi.

Czy w czasach, gdy wiele festiwali walczy o duże nazwiska i masową publiczność, pozostawanie poza głównym nurtem jest dla Avant Art świadomą strategią, czy może jednak koniecznością?

To cudowna kropka nad „i” na zakończenie tego wywiadu – bardzo dziękuję za te ciekawe i ważne dla nas pytania. Bardzo nie lubię mainstreamu, ale chcemy pracować i produkować festiwal profesjonalnie, dbając o najwyższą jakość. Interesują nas partnerstwa i budowanie realnej społeczności – więc tak, to zdecydowanie nasza świadoma strategia.

 

Zdjęcia: Materiały prasowe

-->