Czy techno ma jeszcze coś wspólnego z undergroundem?

Techno miało być doświadczeniem, nie obrazem. Dziś coraz częściej działa dokładnie odwrotnie. Wraz z rosnącą popularnością przyciąga nie tylko nowych odbiorców, ale też tych, dla których ważniejszy od muzyki jest efekt i szybki zysk. Nie chodzi o to, że trafiło do mainstreamu, ale o to, co się z nim po drodze stało. Czy to wciąż ten sam język, czy już tylko jego uproszczona forma?

Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z techno, miałem zaledwie kilka lat. Nie pamiętam już, czy był to koniec lat 90., czy początek nowego tysiąclecia, ale to wspomnienie zostało ze mną. Rytmiczne, powtarzalne struktury syntezatorów i hipnotyczne sekwencje wydobywające się z domowego miniodtwarzacza, często całkowicie pozbawione słów, działały bardziej na ciało niż na wyobraźnię. Fascynowało mnie napięcie budowane bez narracji, refrenu, punktu zaczepienia, czego nie znajdziemy w muzyce pop. Jednym z pierwszych utworów, który wtedy usłyszałem, było Agartha niemieckiego DJ-a WestBam. Melodii, którą zapamiętałem, próżno dziś szukać w tym, co pojawia się na rynku. Dziś tamten sposób tworzenia wydaje się nieaktualny albo został zepchnięty na margines i tylko czeka na ponowne odkrycie. Techno, które zapamiętałem jako doświadczenie czysto dźwiękowe, funkcjonujące poza językiem i znaczeniem, coraz częściej domaga się kontekstu.

Proces transformacji

To nie jest przypadek, ale efekt procesu, który trwa od dekad. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu techno było symbolem wolności i przynależności do undergroundu, funkcjonowało na marginesie, poza oficjalnym obiegiem kultury, owiane tajemnicą, dostępne dla nielicznych i często nielegalne. Dziś coraz wyraźniej wpisuje się w globalny mainstream. To, co narodziło się w Detroit, a rozwinęło w Berlinie, zmieniło się do tego stopnia, że coraz trudniej jednoznacznie odpowiedzieć, czym techno właściwie jest dzisiaj. Czy mamy do czynienia z chwilowym trendem czy trwałą zmianą jego znaczenia?

Techno nowym językiem popkultury?

Odpowiedź coraz częściej pojawia się poza klubem. Latem 2022 roku, w trakcie przerwy od zdjęć gdzieś pod Pragą, FKA Twigs trafia na rave, który wprowadza ją w zupełnie inny świat, świat techno. To przełomowe wydarzenie wyraźnie słychać w jej ostatnich projektach EUSEXUA i EUSEXUA Afterglow. Rosalía podczas tegorocznej gali Brit Awards wprowadziła na arenę w Manchesterze energię bliższą undergroundowym scenom niż popowej spektakularności. Björk z kolei przyznała, że będzie tańczyć na imprezach techno, nawet mając dziewięćdziesiąt lat. W podobnym kierunku idzie Charli XCX, której album Brat został zaprezentowany w formie DJ setu we współpracy z brytyjskim Boiler Room.

To już nie są pojedyncze inspiracje, ale wyraźny sygnał zmiany. Techno przestaje funkcjonować wyłącznie jako gatunek czy scena, a zaczyna działać jako język. Artyści sięgają po niego, by opowiedzieć o ciele, emocjach i intensywności doświadczania w sposób, którego pop długo nie był w stanie uchwycić.

Rave przestaje być niszą i coraz wyraźniej funkcjonuje jako obraz kultury współczesnej. Pojawia się w kinie, od bardziej mainstreamowych produkcji, jak Babygirl z Nicole Kidman, po filmy, w których staje się pełnoprawnym nośnikiem emocji i napięcia. To już nie tylko estetyka, ale sposób opowiadania o ciele, kontroli, pożądaniu i zbiorowym doświadczeniu. Najpełniej widać to w Climax, gdzie rave przestaje być tłem, a zamienia się w intensywne przeżycie transu i destabilizacji. Podobny proces zachodzi również poza ekranem, w samym centrum popkulturowego obiegu. W grudniu ubiegłego roku Harry Styles opublikował zdjęcie z Benem Klockiem przed Berghain. Jeszcze niedawno taki obraz byłby trudny do wyobrażenia. Pozostaje pytanie, czy był to gest w pełni świadomy. Berghain to nie tylko mityczne miejsce, ale środowisko z własną tożsamością i regułami, niemające wiele wspólnego z logiką popu. Techno, które można tam usłyszeć, nie jest tłem, tylko formą odbioru wymagającą obecności tu i teraz, a nie tylko ciekawości.

Między doświadczeniem a…

Na przestrzeni ostatnich lat techno coraz wyraźniej wychodzi poza swoje naturalne środowisko i pojawia się w line-upach największych festiwali, obok artystów reprezentujących zupełnie inny rodzaj muzyki. Jednym z przykładów jest zeszłoroczna Coachella w Stanach Zjednoczonych, gdzie po raz pierwszy w line-upie pojawili się Amelie Lens, Indira Paganotto, Sara Landry, Klangkuenstler oraz pierwsza Polka w historii festiwalu, VTSS. Gatunek przestaje funkcjonować jako scena równoległa i zaczyna być częścią tego samego obiegu kultury. Zmiana nie dotyczy tylko festiwali. Widać ją w lokalnych wydarzeniach, gdzie granica między doświadczeniem a jego uproszczoną, prezentowaną wersją coraz częściej się zaciera. Podobne zjawiska widać także w Polsce, gdzie rozwój sceny coraz częściej oznacza dostosowywanie się do trendów zamiast ich wyznaczania. Problem nie polega na tym, że techno trafiło do mainstreamu, ale na tym, co mainstream robi z doświadczeniem.

Kultura przyspieszenia

Techno, które przez lata funkcjonowało poza głównym obiegiem, dziś coraz wyraźniej zasila jego centrum. Underground przestaje być kategorią muzyki, staje się kwestią kontekstu, a czasem tylko jego symulacją. To właśnie między doświadczeniem a jego obrazem w kulturze masowej rozgrywa się dziś najciekawszy moment w historii tego gatunku.

Jak zauważa MAUER, DJ i właściciel wytwórni SENSOR Records, zmiana nie jest przypadkowa: kultura klubowa przestała być czymś niszowym i stała się elementem globalnej popkultury. Internet i media społecznościowe sprawiły, że estetyka rave’u zaczęła krążyć po świecie dużo szybciej niż kiedyś. Zmienił się nie tylko obieg, ale też sposób uczestnictwa. Klub przestał być miejscem, w którym człowiek może się zatracić, stał się przestrzenią modną, w której warto się pokazać. Dla wielu młodych ludzi klub to coś, co chce się przeżyć, ale też pokazać dalej w sieci. Techno zaczęło funkcjonować jako globalny język kultury, dodaje DJ. To, co kiedyś było doświadczeniem rozciągniętym w czasie, dziś coraz częściej działa w trybie natychmiastowym. Ale powrót nie oznacza ciągłości. Platformy takie jak TikTok czy Instagram redukują muzykę do kilku sekund: do hooków i virali, które mają zadziałać natychmiast, bez kontekstu. Zwraca uwagę, że muzyka zostaje sprowadzona do kilku najbardziej efektownych sekund i zaczyna funkcjonować bardziej jak viralowy produkt niż coś, czego słucha się w całości.

Równolegle DJ-ing przestaje być wyłącznie pasją, a coraz częściej staje się rolą i dla części osób także sposobem na szybki zarobek. Dostępność technologii, brak podstawowej wiedzy technicznej i parcie na szkło sprawiają, że wejście w tę przestrzeń jest dziś zdecydowanie łatwiejsze niż wcześniej. Coraz trudniej odróżnić, kto gra muzykę, a kto odgrywa rolę DJ-a. Producent SENSOR Records dobrze rozumie realia tego rynku i zauważa, że po fascynacji fotografią i modą, media społecznościowe zwróciły się w stronę DJ-ki, przekształcając ją w kolejny element wizerunku. W efekcie dla wielu ważniejsze od samej muzyki staje się to, jak wygląda się za deckami i jak ten moment zostanie zapamiętany w sieci. A jednak to, co najważniejsze, wciąż wymyka się tej logice. Kiedy pod koniec lat 80. po raz pierwszy użyto terminu techno, nie było ono obrazem, lecz doświadczeniem, czymś, co istniało wyłącznie tu i teraz. Być może właśnie dlatego wszystko, co dziś próbuje je pokazać, jest tylko jego uproszczeniem.

To właśnie różnica między tym, co dzieje się na parkiecie, a tym, co krąży w sieci, staje się dziś jednym z kluczowych punktów tej kultury. Żeby ją zrozumieć, trzeba cofnąć się do jej początków.

Narodziny i ewolucja techno

W 2025 roku Berlin został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Od lat uznawany za stolicę muzyki elektronicznej, dziś funkcjonuje jako symbol jej międzynarodowej ekspansji. Łatwo jednak zapomnieć, że historia techno zaczyna się gdzie indziej, w Detroit pod koniec lat 80., gdzie rodzi się to, co dziś określamy jako Detroit techno. Choć gatunek narodził się właśnie tam, jego globalny rozwój w dużej mierze dokonał się w Berlinie. Po upadku muru opuszczone budynki i bunkry bardzo szybko zamieniały się w nielegalne kluby. To była zupełnie nowa energia. Miejsca takie jak Tresor zaczęły zapraszać artystów z Detroit i budować scenę, która nie była już tylko lokalna, lecz światowa – zauważa mój rozmówca. W tym sensie techno od początku było ruchem między miejscem, w którym powstało, a tym, w którym zostało przekształcone i zyskało globalne znaczenie.

Metafizyka techno

Na pytanie o to, co w techno przyciąga artystów z tak różnych światów, producent zwraca uwagę na jego najbardziej pierwotny wymiar. Jak podkreśla, techno opiera się na powtarzalnym rytmie, który działa niemal fizjologicznie i wprowadza w trans. To właśnie ten rytm stanowi punkt wyjścia, omijając intelekt i oddziałując bezpośrednio na ciało. Muzyka nie potrzebuje tu klasycznej struktury ani narracji. Pozostawia przestrzeń na projekcję, emocje i indywidualne przeżycia, dlatego tak łatwo przekracza granice gatunków i trafia do twórców operujących zupełnie innymi językami.

Jednocześnie, jak zauważa DJ, jej działanie nie jest uniwersalne i zależy od warunków, w jakich się ją odbiera. W klubie muzyka działa inaczej niż w słuchawkach – nagłośnienie, światła i tłum tworzą niemal fizyczne doświadczenie. W tym ujęciu dźwięk przestaje być tylko dźwiękiem, a staje się środowiskiem, w którym ciało i percepcja zaczynają funkcjonować inaczej.

Z tej perspektywy znaczenie tracą także społeczne hierarchie. Nie liczy się status społeczny, tylko wspólne przeżycie. Anonimowość i zawieszenie codziennych ról nie są dodatkiem, ale warunkiem doświadczenia. To one sprawiają, że dla wielu twórców techno pozostaje czymś więcej niż inspiracją estetyczną i staje się przypomnieniem pierwotnej funkcji muzyki, która nie opowiada, lecz łączy.

Techno trudno sprowadzić do gatunku czy zestawu cech formalnych. W opisie tego zjawiska bliżej mu do przestrzeni niż do definicji. Miejsca, w którym spotykają się emocje i ciało. Jak podkreśla producent, to muzyka, która nie zawsze musi coś opowiadać słowami, ale bardzo mocno oddziałuje na ciało i wyobraźnię. Najbardziej fascynuje mnie jej hipnotyczność oraz rytm, który powoli buduje napięcie i wciąga słuchacza w inny stan. Nie rozwija się poprzez klasyczną narrację, lecz w czasie. Warstwa po warstwie, motyw po motywie, prowadzi słuchacza w sposób, któremu bliżej do podróży niż do kompozycji w tradycyjnym rozumieniu. Jak uważa DJ, techno jest muzyką ogromnej wolności. Można w niej eksperymentować z brzmieniem, tempem i strukturą.

Właśnie ta wolność najtrudniej poddaje się logice skrótu: formatom, które próbują zamknąć doświadczenie w kilku sekundach. Dlatego, jak podkreśla, tak istotny pozostaje powrót do źródeł, do momentu, w którym techno było nie tyle estetyką, co projektem przyszłości, wypracowanym przez scenę Detroit.

Obecność w popkulturze

Wątek przenikania techno do mainstreamu nie jest zresztą zjawiskiem całkowicie nowym. Już pod koniec lat 90. pojawiają się momenty, w których ta estetyka zaczyna wyraźnie przebijać się do popu. Jednym z najbardziej znaczących przykładów pozostaje album Ray of Light Madonny, gdzie utwory takie jak Skin czy Sky Fits Heaven opierają się na pulsującym, hipnotycznym rytmie, zbudowanym wokół elektronicznej produkcji Williama Orbita. Jak podkreśla MAUER, był to jeden z pierwszych momentów, w których techno lub szerzej: estetyka muzyki elektronicznej, w tak wyraźny sposób weszła do mainstreamu. Jednocześnie jego źródła sięgają znacznie wcześniej. Pierwszym takim utworem było I Feel Love, Donny Summer. W pewnym sensie to matka nowoczesnej elektroniki. Bez niej Ray of Light mogłoby brzmieć zupełnie inaczej. Linia ciągłości, od pionierskich eksperymentów po globalny pop, pokazuje, że techno od początku funkcjonowało nie tylko jako scena, ale jako impuls, który co jakiś czas wraca i przekształca inne obszary muzyki.

Miejsce, gdzie techno wciąż istnieje

Jeśli jednak szukać miejsca, w którym to doświadczenie zachowało swoją najbardziej intensywną formę, trudno pominąć Berghain, przestrzeń, która dla wielu pozostaje punktem odniesienia, a dla większości wciąż pozostaje trudno dostępna. Dla DJ-a to właśnie tam techno przestaje być ideą, a staje się doświadczaniem: To miejsce, w którym naprawdę uczyłem się tej muzyki, nie tylko jej słuchać, ale też ją rozumieć. To coś więcej niż przestrzeń do tańca. To sposób funkcjonowania dźwięku, światła i ludzi. Berghain nie działa jak klasyczny klub. Bardziej przypomina zamknięty ekosystem z żelazną zasadą no-photo policy, w którym na kilkadziesiąt godzin znika świat zewnętrzny, a percepcja zostaje całkowicie podporządkowana rytmowi. Czasem miałem wrażenie, że wchodząc tam, przekraczam granicę innego świata, takiego, w którym muzyka rządzi absolutnie wszystkim. W takich miejscach widać najwyraźniej, że techno nie jest tylko stylem ani estetyką, ale formą doświadczenia, która zmienia sposób słuchania, odczuwania i bycia we wspólnocie.

Cena sławy

Wraz z rosnącą obecnością techno w mainstreamie coraz trudniej zignorować pytanie o jego cenę, ponieważ widoczność rośnie równolegle z ryzykiem uproszczenia i przekształcenia w produkt. MAUER zauważa, że komercjalizacja nie jest dziś wyjątkiem, lecz naturalnym środowiskiem. Podkreśla, że techno pojawia się wszędzie: w reklamach, modzie i filmach, trafiając do przestrzeni, które jeszcze niedawno były dla niego obce. To pokazuje skalę ekspansji, ale nie jej głębię. Jednocześnie zaznacza, że obecność nie oznacza utraty tożsamości, dodając, że jego DNA się nie zmieniło, to wciąż muzyka tworzona z pasji, dla ludzi, którzy naprawdę jej potrzebują, wyraźnie oddzielając widzialność od istoty. Problem zaczyna się gdzie indziej – w sposobie, w jaki techno jest dziś produkowane i konsumowane. Festiwale takie jak Awakenings czy Hive rosną obecnie do skali, w której jednostkowe przeżycie zaczyna ustępować masowej logice wydarzenia. MAUER ujmuje to wprost, zaznaczając, że ilość nie idzie w parze z jakością. Wskazuje, że wiele eventów powstaje dziś pod presją trendów, a nie z realnej potrzeby, co obnaża dominację mechanizmów rynkowych nad autentyczną intencją twórczą. Jednocześnie zwraca uwagę na pozytywne zmiany na rynku. W tym kontekście w Polsce na szczególne uznanie zasługuje MUSE Festival, wydarzenie wyłamujące się z komercyjnych schematów, tworzone z prawdziwej pasji przez ludzi, dla których najwyższa jakość wciąż ma absolutnie kluczowe znaczenie.

W jego perspektywie techno nie potrzebuje wielkości, lecz warunków, które umożliwiają realne przeżycie, dlatego podkreśla, że techno potrzebuje przestrzeni i ludzi, nie tylko sceny, akcentując relację ponad spektaklem. To właśnie tutaj przebiega dziś kluczowa linia podziału, nie między undergroundem a mainstreamem, lecz między przeżyciem a jego symulacją, co prowadzi do rozszczepienia gatunku. Z jednej strony scena broniąca swoich korzeni, z drugiej ta bardziej komercyjna, która być może stanie się osobnym gatunkiem, dodaje DJ. Jednocześnie pozostawia otwarte pytanie o przyszłość gatunku – to kolejne pokolenie zdecyduje, co z tym zrobi. Jedno jest pewne, techno nie znika.

Gdzie dziś jest underground?

Dziś underground nie oznacza już miejsca, lecz warunki, w których muzyka może naprawdę wybrzmieć. Powrót do źródeł przestaje być dziś gestem nostalgii. Staje się próbą uchwycenia momentu, w którym techno funkcjonowało jeszcze poza obrazem, zanim zaczęło być oglądane zamiast przeżywane. To, co wydarzyło się w Detroit, nie było wyłącznie początkiem gatunku, ale sposobem myślenia o dźwięku, który nie potrzebował kontekstu, żeby działać. Właśnie dlatego dziś, w rzeczywistości zdominowanej przez komercję, nadmiar i nieustanną stymulację, techno nie traci swojej aktualności. Nieprzypadkowo Jeff Mills mówił o nim jako o muzyce przyszłości, czymś, co nie tyle opisuje rzeczywistość, ile próbuje ją wyprzedzić. Ten powrót nabiera dziś nowego znaczenia. W rzeczywistości opartej na napięciu, niepewności i nadmiarze bodźców potrzeba wyjścia poza jej ramy przestaje być wyborem, a zaczyna być koniecznością. Jesteśmy nieustannie zanurzeni w strumieniu informacji, obrazów i komunikatów, które domagają się natychmiastowej reakcji. Kolejne warstwy nakładają się na siebie, nie pozostawiając przestrzeni na ciszę, skupienie ani realne poznawanie. Przebodźcowanie przestaje być stanem chwilowym, a staje się trwałym tłem współczesności. Wpływa nie tylko na sposób odbioru rzeczywistości, ale też na to, jak jej doświadczamy i jak się w niej poruszamy. Właśnie tutaj techno odzyskuje swój pierwotny wymiar: nie jako ucieczka od świata, ale jako sposób jego przeżywania. To przestrzeń, w której można na moment się wyłączyć i wrócić do czegoś bardziej podstawowego: rytmu, ciała, obecności. Do doświadczenia, które działa tylko wtedy, kiedy naprawdę jesteś w nim obecny.

Underground nie zniknął. Zmieniło się jedynie miejsce, w którym trzeba go szukać. W świecie, w którym wszystko można pokazać, prawdziwe doświadczenie zaczyna się tam, gdzie obraz traci wartość.

 

 

Tekst: Daniel Matejczyk
Zdjęcia: Materiały prasowe 

 

 

-->