Dawid Podsiadło opowiedział nam o swoich ulubionych miejscach w jego rodzinnym mieście – Dąbrowie Górniczej.
Pogoria III
Najbardziej popularne, tłumnie odwiedzane przez mieszkańców mojego miasta miejsce, niekoniecznie w letnim sezonie. Wiele atrakcji, krzywe molo, łyżwy w zimie, pływanie w lecie. Miłości tam się dzieją, dnie można spędzać i wieczory. Choć czasami komary tną i trzeba iść do środka, to jest tam niezwykle przyjemnie. Dookoła zrobione są trasy takie, rowerowe, na rolki i tym podobne wynalazki. Poza tym każdy w Dąbrowie, gdy na pytanie „ile jeździłeś dzisiaj?”, usłyszy w odpowiedzi „no tak z dwie Pogorie”, pokiwa z uznaniem.
Stonehenge
Jedno z (niestety) niewielu miejsc, gdzie można posiedzieć w przyzwoitej atmosferze. Choć na szczęście powstaje coraz więcej nowych, dobrych i przyjaznych lokali, to Stonehenge na razie wiedzie prym pod względem jakości obsługi, serwowanych potraw i po prostu tego „czegoś”. Warto odwiedzić to miejsce – dobra pizza z pieca, ale i jedzonko z kuchni przyjemne i smaczne. Alkohole są. No, wiele tam się też działo miłych rzeczy.
MOPT
Czyli Młodzieżowy Ośrodek Pracy Twórczej. Miejsce, które w moim życiu pojawiło się, gdy miałem jakieś 11 lat, i już zostało w nim na zawsze. Nie mam w planach „eksmitować” tego, co tam przeżyłem. Teoretycznie budynek, w którym młodzi ludzie i dzieciaki, mogą nauczyć się wszystkiego. Od plastyki, przez języki i muzykę, do komputerów, fotografii, rzeźby, teatru itd. Długo by wymieniać, bo ostatnio gdy sprawdzałem, to około 70 różnych zajęć było prowadzonych. Dlaczego tylko teoretycznie to budynek? Bo w praktyce to żaden budynek, ale oaza pasji i marzeń. Spełnionych wyłącznie. Wiele się wydarzyło dzięki temu, że chodziłem tam, dzięki ludziom, których poznałem i z którymi do dzisiaj mam bliskie relacje.
Orlik na Mydlicach
Jak każdy młodzieniec lubiłem hasać po boisku, czuć pot na czole, strzelać bramki lub siedzieć wieczorami na ławce i pluć słonecznikiem. Zanim pojawił się orlik, było boisko. „Czerwone” – od koloru piasku. Nic szczególnego chyba w tym nie ma. Orlik jak orlik. Ale ja lubię orliki i podoba mi się to, że jest miejsce, gdzie można profesjonalnie sobie pobiegać. Sport to zdrowie.
Mój dom
No i dom mój. W Dąbrowie Górniczej. Dziwnie chyba tak pisać, bo nikogo bym tam nie zaprosił. Bo to właśnie w moim domu kochałem najbardziej. Że był mój. I moich bliskich. I chociaż nie zaskarbiałem sobie sympatii tym, że najczęściej wolałem iść do kogoś, aniżeli zapraszać kogoś do mnie, to na szczęście nadrabiałem tym, że byłem super i wszyscy moi znajomi mnie lubili, nawet jeśli mój dom odwiedzali bardzo sporadycznie.





