Od kilkunastu lat są parą i towarzyszami podróży. Ona pisze, nagrywa podcast i fotografuje, on pracuje jako architekt wnętrz. Wspólnie tworzą przewodniki o miejscach, w których postanowili zatrzymać się na dłużej. Mieszkali w Lizbonie, teraz wrócili do swojego ukochanego Bangkoku. Lena Urbańska i Paweł Pajączkowski opowiedzieli nam o swojej fascynacji Azją, wyzwaniach i nowym projekcie.
Zdzisław Furgał: Od dawna myślę o wybraniu się do Tajlandii – co powinienem wiedzieć na początek?
Lena: Tajlandia to brama do Azji Południowo-Wschodniej. My po raz pierwszy przez nią przeszliśmy 13 lat temu, kiedy przyjechaliśmy do Bangkoku. Od razu na lotnisku zderzyliśmy się z wilgotnym, gęstym, ciepłym powietrzem i z dużą ilością bodźców, z ulicznym jedzeniem na czele. To było jak wejście w mrowisko. Chodziliśmy jak na haju, widząc, że dzieje się tu życie na żywym organizmie, że tu nic się nie chowa, wszystko jest wyłożone na tacy. I mimo tego, że na początku ten zachwyt jest ogromny, po kilku dniach może być to przytłaczające, choć też niesamowicie uzależniające i napędzające energetycznie. Bangkok to fantastyczne miasto, z którym warto rozpocząć azjatycką przygodę, a Tajlandia ze wszystkich krajów tej części Azji jest najbardziej przystępna, łagodna i zorganizowana.
Pająk: To, co jest tu dla mnie ciekawe, inne i warte zobaczenia, to kolektywne społeczeństwo, które poprzez buddyzm i wpływ Chin funkcjonuje jako jeden twór. Czuć różnice kulturowe – tam Europa, Zachód, kapitalizm, jednostka i współzawodnictwo, a tu wszyscy żyją razem. Jeśli tobie jest dobrze, to mi też, bo tworzymy pewną komunę. Poza tym warto przyjechać do Azji, bo to tutaj tworzą się dziś trendy światowej ekonomii i stylu. Podróż do Bangkoku 13 lat temu to było jak cofanie się w czasie, zderzenie z dawnym systemem. Dzisiaj patrzymy na to miasto jak na centrum Azji, gdzie dzieją się nowe rzeczy, a tempo przyspiesza. W ostatnich latach bardzo się tu zmieniło.
No właśnie. W jednym z odcinków podcastu „Radio Lena” porównałaś Europę do mało inspirującego muzeum, podkreślając zupełnie inny wymiar wolności i kreatywności w Tajlandii.
Lena: Dodajmy, że to muzeum ma ogromną wartość, za to kochamy Europę i uważamy, że jest niedościgniona w swojej tradycji. Ale znamy już to podwórko i chcemy doświadczać czegoś nowego, co w Europie nie mogłoby się wydarzyć przez zamknięcie w jakichś ramach. Często powtarzam, że w Tajlandii wszystko się łączy i nic się nie wyklucza. Panuje tu miks odwagi i kreatywności.
Dużo podróżujecie, zwiedzacie, mieszkacie w egzotycznych miejscach – pewnie ciągle słyszycie teksty typu, „ale wam dobrze” albo „ja nie miałbym odwagi”.
Pająk: Nasz Instagram opowiada o podróżach, pokazuje piękne i ciekawe rzeczy, ale to nie jest nasze prywatne życie, gdzie są też problemy. Pasja jest dla nas na tyle ważna, że bardzo dużo kładziemy na szali. Nie przychodzi to łatwo. Nie mamy oszczędności, żyjemy na walizkach w wynajętych mieszkaniach, nie jesteśmy już małolatami i wszystko co robiliśmy w życiu, było bardzo kosztowne. Tak jak inni, potrzebujemy od życia pewnej stabilności, której nie zbudowaliśmy. Czasami jest tak, że jesteśmy gdzieś w pięknym miejscu i wcale tego nie doceniamy, bo musimy albo bardzo dużo pracować albo jest to obarczone stresem. No i teraz zabraliśmy ze sobą psa – to nowe ograniczenie naszej wolności, jedno z największych, jakich doświadczaliśmy, ale też uczy nas to spokoju. Kierujemy się bieżącymi potrzebami Yoko i to nas uziemia.
Lena: Jesteśmy trochę zakładnikami własnych marzeń, bo realizujemy je, od kiedy tylko staliśmy się parą 15 lat temu. I naprawdę płacimy za nie często wysoki rachunek. Jesteśmy teraz chwilowo na wyspie, mieszkamy przy samej plaży – woda codziennie podmywa nasze stopy, ale jednocześnie cały czas siedzimy przy komputerach. Od lat nie podróżujemy już w wakacyjnym modelu, nie zwiedzamy świata wyłącznie z otwartą głową, bo jest to połączone z naszym życiem zawodowym. Jak ktoś mi opowiada, że chce odejść ze stałej pracy, to mówię mu: „Zastanów się kilka razy”. Ja bardzo często marzę o tym, żeby wiedzieć, o której mam wstać, co mam zrobić i ile za to dostanę pieniędzy. Moje freelancerskie życie powoduje natomiast, że to jest cały czas jedna wielka niewiadoma.
Stworzyliście przewodniki o Bangkoku i Lizbonie, a niedawno wypuściliście „Lived 01”, czyli magazyn do planowania podróży po Azji. Myślicie, że świat potrzebuje nowego „Lonely Planet”?
Pająk: Wychowaliśmy się na papierowych przewodnikach, ale wydaje mi się, że to, co oferuje „Lonely Planet”, nie do końca pasuje do dzisiejszych czasów. Jest mainstreamowy, ogólny, to taka biblia, a dziś, w czasach mediów społecznościowych, szukamy treści od osób, z którymi w jakiś sposób się utożsamiamy. Jest coś dla fanów mody, dla foodies czy miłośników backpackingu. Ludzie są bardzo różni i mają różne potrzeby. W naszych przewodnikach staramy się być blisko podróżowania, ale to taki soft traveling, docieranie do miejsc, odkrywanie różnic kulturowych z dużym poczuciem bezpieczeństwa.
Lena: Lubimy opowiadać o miejscach, przemycając jednocześnie informacje o ich historii i kulturze. To nie tylko wskazówka „gdzie zjeść najlepszą zupę z kaczki”, ale też opowieść o 96-letniej pani, która ją przyrządza, o dzielnicy, gdzie mieszka, i architekturze całej okolicy. Żeby to nie było tylko szybkie odhaczanie jak największej liczby cool miejsc, które dzisiaj wyglądają świetnie na Instagramie, ale żeby przez tych kilka dni móc poznać miasto naszymi oczami, zwracając uwagę na szczegóły, które tworzą tę opowieść.
Opowiedzcie więcej o „Lived 01”.
Lena: Magazyn ma być uzupełnieniem tego, czym jest „Bangkok Stories” – czyli co dalej? Gdzie jeszcze warto pojechać i dlaczego właśnie tam? Zebraliśmy swoje ulubione miejsca w Azji Południowo-Wschodniej, które odwiedzaliśmy przez ponad 10 lat. Pokazując szerzej Tajlandię, opisujemy nie tylko wyspy, ale też największy region kraju – Isan, bogaty kulturowo i rzadko odwiedzany przez turystów. Dzielimy się naszą ukochaną działeczką z widokiem na obłędną górę Doi Luang Chiang Dao. W Laosie zabieramy czytelników do wiosek etnicznych i na najpiękniejszy szlak wodny, jakim płynęliśmy. Yunnan w Chinach to uczta dla miłośników herbaty – pijesz napar z tysiącletnich drzew, obserwując, jak obok dzieje się wszechobecny, technologiczny rozwój. „Lived 01” jest więc połączeniem literackich opowieści, moich wspomnień z tych ukochanych miejsc, z bardzo praktycznym, przewodnikowym dodatkiem od Pawła, który skrupulatnie zebrał potrzebne informacje w jednym miejscu wraz z numerami telefonów do konkretnych osób. Bez korzystania z czata AI czy innych źródeł będziecie mogli na przykład załatwić szybko transport z jednej wyspy na drugą.
Pająk: W magazynie jest 10 wybranych przez nas miejsc i w następnych numerach będziemy chcieli pokazywać kolejne. Wiele czasu spędziliśmy podróżując i to jest nasz kapitał, którym chcemy się troszkę podzielić, wytypować zróżnicowane lokalizacje, które będą odpowiadały na bardzo różne potrzeby. Co jest też ważne, opowiadając o tych miejscach, nie zawsze zgadzamy się z panującymi tam obyczajami czy wartościami, które bywają bardzo odmienne od naszych. Tak jest często w Chinach, a nawet w Bangkoku. Natomiast kochamy to obserwować, wyrabiając sobie przy tym własne zdanie. To też jest część naszego podróżowania.
A macie już w głowie miejsce, o którym napiszecie w całości kolejny przewodnik?
Lena: Za kilka miesięcy wychodzi przewodnik o… Warszawie. To będzie trochę mój list miłosny do miasta, które mnie wychowało, choć przeprowadziłam się tam dopiero w wieku 18 lat. Ale wydaje mi się, że taka młoda dorosłość to okres, który bardzo kształtuje, rozwija zajawki i powoduje, że pierwszy raz doświadczasz nowych rzeczy To tu byłam na pierwszej w życiu operze – jak i na pierwszym afterze, choć nie po operze – Ten przewodnik będzie opowieścią o tym, jak je odkrywałam i jak Warszawa zmieniała się w moich oczach – także przez pryzmat innych miejsc, które odwiedziłam w ostatnich latach. Uważam, że to bardzo ciekawe miasto na mapie świata, które teraz z dumą wraca do swojej tożsamości, a w tym samym czasie chłonie to, co jest nowe. Ma na to też duży wpływ Białoruś czy Ukraina, które dodały w końcu Warszawie i Polsce jakiegoś takiego świeżego powiewu.
Pająk: To jest taki trójkąt: Warszawa, Lizbona, Bangkok – trylogia miast, w których żyjemy. Naszym zdaniem to zestawienie bardzo ciekawych trzech miejsc, różniących się od siebie, ale mających wyjątkową tożsamość. Przewodnik o Warszawie będzie wydany w druku, właśnie pracujemy nad nim, a premiera przewidziana jest na czerwiec. Ta publikacja zamknie dla nas pewien etap i potem zastanowimy się, co będziemy robić dalej, choć swoją najbliższą przyszłość wiążemy raczej z Azją, bo jesteśmy też tutaj dlatego, że chcemy podróżować i być blisko Korei, Tajwanu, Japonii. To jest ta część świata, która nas interesuje.






