Ile jeszcze dobrego rock’n’rolla jest w stanie wypluć z siebie #Szwecja? Europejska stolica porządnego łojenia ma dwa główne zagłębia utalentowanych drwali – Örebro i Göteborg. Właśnie z tego drugiego miasta pochodzi #Bombus, który #03.12 zagrał w warszawskiej Hydrozagadce.
Gitarowa petarda to ostatnio sensacja na większości stonerowych blogów. Drugi album #Bombus i notki prasowe zapowiadały, że koncert w Hydrozagadce będzie typową i szybką rzeźnią w stylu Motörhead. Dwie minuty łojenia, łyk piwa i tak na zmianę. Tymczasem po raz kolejny okazało się, że zespół znany tylko z nagrań, na żywo prezentuje całkiem inne oblicze. #Bombus to nie tylko maszynka do przebojów, ale też całkiem sprawni mistrzowie improwizacji. Na żywo materiał z ostatniej płyty brzmiał jak trochę ciężej zagrane Uncle Acid and the Deadbeats!
Wielki szacunek za pracę sekcji – bas nie dudnił jak oszalały, tylko ogrywał bardzo sprawne melodie, a #perkusja zabrzmiała z maksymalnym sznytem lat 70. Było też trochę klasycznych gitarowych i wokalnych dialogów. Delicje rodem ze starych stadionowych koncertów. Szkoda tylko, że na sali było raptem kilkadziesiąt osób. Z drugiej strony #zespół chyba średnio się tym przejął bo grał, jakby wchodził właśnie do historii rocka. Fajnie być w tym elitarnym gronie, które zobaczyło #Bombusa na tym etapie jego kariery. Aha! I wielkie brawa dla Hydrozagadki za doskonałe nagłośnienie. To chyba najlepiej pod tym względem zorganizowany #klub w mieście.

