„Yona” – poetka przeklęta

„Yona”
reż. Nir Bergman

Film Nira Bergmana pokazuje romantyczne, choć nie tak odległe czasy, gdy poezja jeszcze coś znaczyła. W biografii Yony Wallach, cenionej izraelskiej poetki debiutującej w latach 60., jej burzliwe losy mogą dziwić współczesnego widza, żyjącego w świecie, w którym więcej osób pisze wiersze niż je czyta, nieliczne pisma literackie mają śladowe nakłady, a wielkim sukcesem jest sprzedaż tomików poetyckich w liczbie większej niż 500 sztuk. Nie ma co jednak dramatyzować, już w XVIII wieku Friedrich Hölderlin napisał słynny wers: „cóż po poecie w świecie marnym”.

Yona widzi otaczającą ją marność nad marnościami, a także znacznie więcej. Jak wielu prawdziwych artystów cierpi na zaburzenia emocjonalne i psychiczne, co w filmie ukazywane jest w onirycznych scenach. Wychowana na wsi, obarczona traumą po ojcu zmarłym na wojnie, młoda, charyzmatyczna i zmysłowa poetka wkracza na zdominowane przez mężczyzn salony literackie Tel Awiwu, gdzie oprócz talentu będzie się liczyła jej uroda. Młoda dziewczyna będzie gotowa pójść z odpowiednią osobą do łóżka, by jej utwór został opublikowany. Eksperymentuje z formą wierszy, swoją seksualnością i stanami świadomości, bowiem za wszelką cenę chce uniknąć mieszczańskiego ciepełka, a jej celem życiowym jest literacka sława, do której dąży bez względu na koszty. Odcina się od rodziny, chłopaków zmienia jak rękawiczki, nie waha się przed aborcją, a także na własne życzenie zamyka w ośrodku dla chorych umysłowo. Ma to się przydać do poezji.

Po początkowych, z trudem wywalczonych sukcesach przychodzi kryzys i obiecująca poetka musi zmierzyć się z krytycznymi głosami i osamotnieniem, co powoduje u niej niemoc twórczą i kieruje na drogę szaleństwa wymagającego hospitalizacji, tym razem nie z własnej woli. Sztuka nie może obyć się bez cierpienia – wszystko to będzie w dłuższej perspektywie bodźcem do pisania jeszcze lepszych wierszy. „Jeżeli opuszczą mnie moje diabły, obawiam się, że ulecą z nimi moje anioły” – z pewnością te słowa Rainera Marii Rilkego, który nie chciał poddać się psychoterapii, były bliskie Yonie.

Debiutująca na dużym ekranie Naomi Levov umiejętnie oddaje skomplikowaną osobowość swojej bohaterki, a trzymający pieczę nad całością reżyser Nir Bergman, autor nagradzanych m.in. na Berlinale w 2003 roku „Złamanych skrzydeł”, tworzy przekonujący i wciągający obraz izraelskiej bohemy lat 60. Scenom z życia Yony Wallach towarzyszą w odpowiednich momentach fragmenty jej wierszy, otrzymujemy poetyckie dzieło, które dzięki fabularnym niedomówieniom i postrzępionej, momentami wizyjnej narracji spodoba się nie tylko nadwrażliwym nastolatkom i aspirującym twórcom.

obsada: Naomi Levov, Shalom Michaelshwilli, Michael Moshonov
Izrael 2015, 100 min
Aurora Films, 26 lutego

Dodaj komentarz

-->