Na początku grudnia na deski Teatru Powszechnego w Warszawie wraca spektakl „Upadanie” w reżyserii jednego z najwybitniejszych reżyserów europejskich – węgierskiego artysty Árpáda Schillinga. Spektakl powstał na podstawie improwizacji aktorów. W konwencji rodzinnego komediodramatu twórcy diagnozują życie społeczno-polityczne we współczesnej Polsce. Spektakl będzie pokazywany 1, 2 i 3 grudnia. Jest przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych. W obsadzie m.in.: Klara Bielawka, Anna Ilczuk, Ewa Skibińska, Arkadiusz Brykalski, Michał Jarmicki, Wiktor Loga-Skarczewski i Julian Świeżewski.

foto: Magda Hueckel
„Upadanie” to próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego współczesny świat tak się radykalizuje i gwałtownie skręca na prawo. Nie będzie to socjologiczna analiza. Schilling snuje niemal Czechowowską historię, w której pod pozorem rutyny codziennego życia, stopniowo odsłaniają się kolejne dramaty i uwikłania każdego z bohaterów, m.in. liberalnego profesora z homoseksualnymi skłonnościami, który nie jest w stanie wyzwolić się z toksycznego małżeństwa, jego znudzonej życiem córki, która spełnienie znajduje w konserwatywnym światopoglądzie, a także bezrobotnego nieudacznika, którego córka zachodzi w ciążę i zastanawia się nad jej usunięciem, czy młodego robotnika, który marzy o wyjeździe za granicę i rezygnuje z miłości, widząc w tym szansę na odzyskanie szacunku do samego siebie. Kolejne komplikacje tych jednostkowych historii, hipokryzja, zaniedbania i intelektualne lenistwo prowadzą do dramatu.

Foto: Magda Hueckel
Chciałbym, żeby widzów, oprócz jednoznacznych aluzji politycznych, prowokowały też reakcje ludzkie. Jeśli pojawi się jakikolwiek problem, najważniejszy jest człowiek, który za nim stoi. Trudno jest tak dostroić sztukę, żeby każda postać reprezentowała jakąś prawdę i żebyśmy jednocześnie czuli do każdego lekką niechęć. – Tak, abyśmy lubili ich, zgadzali się z nimi, ale też żeby nas niepokoili, wytrącali z równowagi. Aby widz gubił się w prawdach i nie wiedział po czyjej stronie stoi – mówi Árpád Schilling.

fot. Dawid Żuchowicz

foto: Magda Hueckel


