The Chemical Brothers – Born in the Echoes


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

„Born in the Echoes” to płyta elektroniczna w klasycznym tego słowa znaczeniu – odhumanizowana i futurystyczna, nastawiona na dancefloorowe wymiatacze, ale jednocześnie pomyślana jako eksperyment.

Nie brakuje tu połamańców, za którymi można nadążyć w tańcu, o ile ma się osiem par odnóży. Wprawdzie singlowe „Go” to solidny utwór z predyspozycjami radiowymi, ale bądźcie czujni, bo większość nowego materiału Chemical Brothers tak łatwa w odbiorze już nie jest. Weźmy choćby „Under Neon Lights” z St. Vincent na wokalu – kawałek z wyraźnym bitem w tle, który podziurawiono piskami sugerującymi użycie studyjnej aparatury lat 80. Z kolei „EML Ritual”, mający u swoich podstaw żywiołowe electro, czy „Sometimes I Feel So Deserted” to tylko pozornie wymarzony podkład pod całonocną imprezę – w zabawie przeszkadza bowiem poschizowany klimat obu kawałków. Pokręcona zornowska dramaturgia podbijana niepokojącym tekstem to znowu największy atut i jednocześnie wada „I’ll See You There”. Niektórzy słuchacze, zwłaszcza ci zamknięci na eksperymenty, mogą nabawić się bad tripa, bo całość brzmi, jakby została wyprodukowana z myślą o polu walki, a nie nocnym klubie. Producenci twardą żołnierską ręką trzymają również zaproszonych wokalistów. Najwięcej siebie udało się przemycić Beckowi, ale to stary wyjadacz, więc nie ma się co dziwić. „Wide Open” z jego udziałem to piękne ambient techno poszarpane wyliniałą elektroniką. Wprawia w zadumę.

Mam pełen szacunek do twórczości brytyjskiego duetu, ale ich ostatnie wydawnictwa nie są tymi, do których wracam szczególnie często. Z „Born in the Echoes” może być inaczej, bo to produkcja równie przebojowa, co świeża. To nawet zabawne, że w czasach dominacji muzyki producenckiej na listach przebojów to nie młodzi, lecz klasycy potrafią wnieść powiew świeżego powietrza do skostniałej formuły imprezy.

Zobacz także:

Wampiry zrzucają peleryny – 5 filmów o wampirach, które nie chcą straszyć

Reżyserzy zrozumieli, że mało kto boi się wampirów. Widzowie ostatnio bardziej wzdrygają się na widok krzyża niż upudrowanego aktora z zapadniętymi policzkami i sztucznymi kłami. Czytaj więcej>>

Bilal – In Another Life

Od spektakularnego debiutu, przez odrzucony przez wytwórnię, niewydany longplay „Love for Sale”, aż po rozpoczętą siedem lat później powrotną trylogię – Bilal zawsze z estymą zerkał w stronę mistrzów takich jak Prince, Mayfield, Stone czy Wonder. Czytaj więcej>>

Miguel – Wildheart

Muzycznie Miguel tworzy dosyć tajemniczą aurę przypominającą czarny pop lat 80., jest w tych syntetycznych brzmieniach trochę neonowego blasku i magii Miasta Aniołów. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz

-->