Szamowyzwalacz vol. 9, czyli Vienia rozmowy przy stole: Paweł Althamer

Siedzimy w świetlicy, zajadając pizzę z pudełek usmarowanych sosem pomidorowym i snując artystyczno-filozoficzne rozmowy. W towarzystwie Pawła Althamera spaceruje się po świecie barw, kształtów i smaków.

Jak myślisz, czy w gastroświecie można rzucić w kąt obyczajowość i dać się ponieść szaleństwu tak jak w sztuce, czy jest to jednak świat reguł, form i zasad?

W zasadzie już sam odpowiedziałeś trochę na to pytanie.

Wiem, jestem fatalnym dziennikarzem, ale chciałem zarzucić temat. OK, w skrócie: Pablo Picasso czy Dmitrij Mendelejew?

Podoba mi się koncepcja, że możesz być, kim zechcesz, możesz stworzyć na własne potrzeby własną postać. Możesz, jak w przypadku gotowania, zapożyczać od innych patenty oraz triki. Kucharze to przecież dawcy i dobroczyńcy. Stali się naszym dobrodziejstwem. Można takich jeszcze spotkać na tym ziemskim padole. Prawdopodobnie wielu Picassów, Jezusów, Mendelejewów, Warholi i Einsteinów istnieje w swoim charakterystycznym zestawie cech, tak jak na przykład pizza hawajska. Ma swoje określone składniki i przez to ją rozpoznajemy jako właśnie hawajską. W wielu miejscach smakuje nieco inaczej, ale z grubsza jest hawajska. Myślę więc, że z ludźmi jest tak samo. Jesteśmy takimi pizzami, choć czasem myślę, że niektórym bliżej do bigosu.

Szamowyzwalacz

No to jak? Jeżeli cały czas bedziemy eksperymentować, to szlag trafi powtarzalność restauracyjną. Flagowa zupa codziennie będzie miała inny smak i nie zawsze dobry!

Mnie się to podoba. Siedzisz sobie w małej knajpce w miejscowości Pelago, jesz śledzia z bigosem i jesteś przekonany, że doświadczasz kuchni polskiej. Kelner, podając te dania, nie miał prawdopodobnie pojęcia ani sprecyzowanych informacji na temat sposobu ich podania czy przygotowania. Istnieje zatem duża szansa, że stworzysz coś niepowtarzalnego sam. Nie odnosząc się do archetypu.

Tak, ale eksperyment jest domeną ludzi z pasją, którzy są wykształceni, znają fach, mają warsztat oparty na solidnym fundamencie, a nie laików. Tu w mojej głowie pojawia się cytat z „Powidoków” Andrzeja Wajdy. Władysław Strzemiński w filmie mówi do studentów: „Malujcie, twórzcie swój własny styl, zapomnijcie o tym, czego uczą was w szkole.

Tak, w „Powidokach” to przesłanie jest piękne i świeże. Odpowiedzią na gromadzące się chmury są promienie światła, które mówi wszystkim: „Jesteście wolnymi istotami”. Czy zostaniesz malarzem, czy politykiem, co może stanowić większe wyzwanie, w każdym razie możesz sam stanowić o sobie. Na przykład Gandhi, który z potrzeby serca został politykiem i wykonał wspaniały projekt. Pokazał ludziom, co to znaczy działać jak wolny człowiek. Przypomina mi się powiedzenie, które wylosowałem z chińskiego ciasteczka: „Podczas głębokiej nocy lepiej widać gwiazdy”. Wydaje mi się, że to świetnie opisuje świadomość, którą możemy się zachwycać, żeby nie wiem jak smutne fado nam grało.

A więc nie ma tu jasnej odpowiedzi, czy trzymać się konwencji, czy szaleć. Klasyczna pizza w Rzymie może być nudna, a ktoś na Kaukazie położy na górze kiszony element i tym sposobem wzbogaci świat pizz o swój oryginalny składnik.

Tak, to będzie niewątpliwie jego wkład w globalną świadomość pizzy, powiem więcej: w świadomość wszystkiego.

Czyli uważasz, że świat smaków i kulinarnych technik zbliża się dziś pięknie do świata sztuki?

Tak, stanowczo zacierają się różnice, ujawnia się wiele podobieństw. Zresztą uważam, że dzieje się to w szerszym kontekście. Możemy adorować projektanta pudełka do pizzy, projektanta logo na nim, stolarza, który zaprojektował stolik, na jakim ją jemy. Możemy nawet poszukiwać piękna i sztuki w osobie, która o tu zgniotła kubek papierowy. Przecież to się nie zdarzyło przypadkiem. Takie smakowanie rzeczy podoba mi się.

Czy smaki w twoim odczuciu mają kolory?

(tutaj Paweł Althamer opiernicza slajsa pizzy i dzieje się coś dziwnego)

Pognały spocone konie po wilgotnej trawie
Zanim szósta godzina wybiła.
Jeździec już leciał,
Miał pióropusz taki, jaki ja miałem,
Kiedy siedziałem na koniu i patrzyłem na zgromadzonych wojowników.

Tak bym zaczął, opisując smak tego ananasa zdrapanego z kawałka pizzy.

Kształt, smak czy kolor są dla ciebie najwiekszą inspiracją?

Przygoda, która rozpoznaje wszystkie te porządki wobec twojego wewnętrznego porządku. To jest jak chodzenie w gabinecie zwierciadeł: niektóre proste, inne bardziej krzywe, jeszcze inne doskonałe, wypolerowane – i we wszytkich się przeglądać. To musi być ciekawe doświadczenie rozpoznawania się w smakach.

Mam czasami chęć się wykąpać w jakimś piwie, budyniu albo innym dżemie. Nachodzi cię czasami taka gastroperwersyjna myśl?

Myślę o czekoladzie w tym kontekście. Gęsta, słodka czekolada…

Skoro jesteśmy przy fetyszach, blisko tu do erotyki. Ludzie często porównują krągłości kobiecego ciała do owoców, np. cycuszki jak jabłuszka czy figura jak gruszka.

Zdecydowanie brzoskwinia. Jak ją gryzę, mam wrażenie, że na nowo zakochuję się w swojej żonie, a sok spływający mi po brodzie to kraina mlekiem i miodem płynąca.

Soulfood to określenie dla kuchni afroamerykańskiej, ale też fajny trop dla uznania jedzenia za święte. Daje nam siłę, witaminy, czasem wizje i konkretną wiedzę jak grzyby czy ayahuasca.

Tak, ewidentnie. Gdy jedliśmy tę pizzę, to przemknęło mi przez głowę przed chwilą, że spożyliśmy tu nieortodoksyjną komunię. Jeżeli spojrzymy na to w radosny, świetlisty, afirmacyjny sposób, okazuje się, że cały czas spożywamy komunię czyli soulfood. A to jest dobra wiadomość.

Szamowyzwalacz

Kontrwiadomość jest taka, że wszędzie jest mnóstwo przetworzonego jedzenia, dużo chemii, przez co ludzie chorują, a w konsekwencji są nieszczęsliwi. Obawiam się, że gros społeczeństwa żywi się tym syfem.

Jest cytat, który to wyjaśnia: „Nie wiedzą, co czynią”. Natomiast istnieje również kontrformuła, że „wszystko im służy”. Niektórzy muszą spróbować syfu, żeby się ocknąć.
Jesteśmy nieśmiertelni, przecież wiesz, Vienio, że gdy ciało nam słabnie albo zmienia formę, to tylko umartwianie powłoki cielesnej.

Czyli zdrowe odżywianie nie pozwoli nam żyć dłużej?

To kwestia świadomości. To ona spowoduje, że bedziemy żyć zdrowo i radośnie bez chorób, ciesząc się swoimi ciałami. Będziemy się dzielić koncepcjami i inspiracjami. Myślę, że właśnie to rozchmurzy obecną popularyzację samozatruwania się. Najpierw pojawi się świadomość, a nie dieta.

Tak, widzę, że ta świadomość pojawiła się już w każdym dużym markecie pod tytułem eko czy bio, a wcześniej hejtowane korporacje stają sie dziś orędownikami przebudzenia.

To jest tak, jakby cię przebudziła żona pocałunkiem albo zadzwonił telefon. Wiesz, jak się obudzisz, to jest OK, a w jaki sposób, już nie ma większego znaczenia.

Jak myślisz: jak będzie wyglądało jedzenie przyszłości?

Podoba mi się opis, który znalazłem w jednej z ulubionych książek, kiedy mieszkańcy TJehooby pokazują swojemu gościowi, jak się żywią. Biorą w dłonie garść ziemi, którą przeobrażają w dowolną potrawę. Myślę, że w przyszłości oprócz wspaniałych potraw będziemy mogli sami wytwarzać swoje produkty. Przyszłość to będzie czas twórców.

Foto: Piotr Pytel

-->