Stare grzechy mają długie cienie – zło ma się dobrze

„Stare grzechy mają długie cienie”
reż. Alberto Rodríguez

Hiszpańska produkcja przez krytyków ochoczo jest porównywana do „Detektywa”. Chociaż miała znacznie mniejszy budżet niż serial HBO, dzielnie wytrzymuje to porównanie: ma klimat, kapitalne zdjęcia, charyzmatycznych aktorów i ciekawą konstrukcję dramaturgiczną. To bez wątpienia jedna z pozycji obowiązkowych z repertuaru mijającego roku. Alberto Rodríguezowi świetnie udało się połączyć kino gatunkowe z refleksją historiozoficzną. Najdrobniejszy nawet element fabuły zyskuje tutaj wiarygodne uzasadnienie. Jak początkowa niechęć partnerów, dwóch śledczych, która wynika z ich pochodzenia. Rzecz dzieje się w Hiszpanii tuż po obaleniu rządów generała Franco. Juan (Javier Gutiérrez) wyrasta ze starego porządku, w czasach dyktatury pracował w służbie bezpieczeństwa. Pedro (Raúl Arévalo) to reprezentant nowych czasów, pełen naiwnej wiary w ideały. Nie mogliby do siebie bardziej nie pasować. Połączy ich grasujący w okolicy morderca dzieci, którego wspólnie spróbują przyskrzynić.

Fabuła toczy się znanymi torami: ktoś ma coś na sumieniu, ktoś kręci, ktoś próbuje wpuścić śledczych w maliny. Hipotezy okazują się błędne, a najciemniej jak zwykle jest pod latarnią. Mimo to prowadzone śledztwo intryguje. Nie jest to zasługa wymyślnego scenariusza, podobnych historii oglądaliśmy – tylko w tym roku – co najmniej kilka. Na sukces produkcji składają się błyskotliwie napisane postaci i ciekawy kontekst. Reżyserowi udaje się bowiem rzadka sztuka lustracji przeszłości, przynosząca znacznie ciekawsze efekty niż próba rozliczania czy pociągania do odpowiedzialności służebników minionej ideologii. Albo tych, którzy w czasach transformacji próbują się ustawić.

Oczywiście, i te postawy ktoś w świecie przedstawionym reprezentuje, ale nie wybijają się one ponad główną intrygę. Podobnie zresztą jak wątki poboczne. Rodriguez umiejętnie zarządza ekranowym czasem. Starcza mu go zarówno na zasygnalizowanie prywatnych potrzeb bohaterów (kapitalne są sceny w barach, kiedy Juan z drygiem i pewnością siebie charakterystycznymi dla przedstawiciela niegdysiejszej elity uwodzi kobiety, mimo – umówmy się – nie całkiem atrakcyjnej fizyczności), jak i na zilustrowanie procesu utraty wiary w kodeksy. Ta dotyczy Pedro, który na własnej skórze przekona się, że chociaż stary porządek przeszedł już do historii, to zło nie umarło. Nie tylko ma się dobrze, ale w rozluźniającym się obyczajowo społeczeństwie zatacza coraz szersze kręgi.

Gorycz tego filmu bierze się z przypomnienia odwiecznych mechanizmów rządzących historią. Chociaż zmienia się panujący dookoła ład, nie zmienia się ludzka natura. Zakładnikiem tych refleksji jest widz, który musi zdecydować, czy rozgrzeszy bohaterów, którzy działając na korzyść dobra, sięgają po narzędzia zła, czy raczej tych, którzy zaprzęgnięci w wadliwy system, próbują wprowadzać rozumiane według jego definicji dobro.

obsada: Javier Gutiérrez, Raúl Arévalo
Hiszpania 2014, 105 min
25 grudnia, Aurora Films

Dodaj komentarz

-->