Płyta: No Age – brudne chłopaki ze słonecznej Kalifornii

#Kalifornia to raj na ziemi. Od dzieciństwa faszerowani obrazkami z Hollywood i Beverly Hills 90210, w wyobraźni nadal widzimy głównie celebrujące życie cycate klony Pameli i jej nakoksowanych partnerów rozbijających się kabrioletami w promieniach zachodzącego słońca. Prozac w kranówie nie działa jednak na ekipy ze słynnego klubu #TheSmell. Dzięki temu miejscu ostatnie lata kalifornijskiego #punka to chyba najlepsza – od czasów Seattle – epoka gitarowego grania znad Pacyfiku. Nie ma tu jednak mowy o jakimś cyrku dla małolatów pykających w „Tony’ego Hawka” albo czekających na koncert #Offspring, jak twój stary na Watersa.

#NoAge na swojej najnowszej (czwartej już) płycie brzmią jak styrani życiem skejci z przedmieścia, którzy – w przeciwieństwie do swoich sąsiadów z bogatych wzgórz – mają większe problemy niż to, że melanż się nie klei. Melanż trwa w ogródku za obdrapanym białym domkiem albo w pobliskim garażu. Łap puszkę piwa i wpadnij posłuchać, jak ziomale śpiewają o tym, że nawet najpiękniejsze słońce świata mogą przesłonić kłęby czarnych myśli. Tu nie ma taryfy ulgowej i wszechobecnego rockowego samozachwytu. Między energetycznymi gitarami snują się piękne melodie porażające smutkiem i przerażające beznadzieją. Nie są to na pewno sympatyczne mruczanki znad Oceanu, których masę kojarzycie z radia. Zresztą tej muzyki nikt pewnie u nas do radia nie wpuści, bo przecież negatywne emocje mogłyby zakłócić konsumpcję. Zarzygana podkoszulka wygląda niestety o wiele mniej efektownie niż #SWAG w bluzie Billabong. To jest podstawowa różnica między #AnObject a płytami „punkowych” składów, które widzieliście tego lata na niektórych festiwalach. Podaj browara!

#NoAge to z resztą nie jedyny punkowy zespół, który wydał świetny album w tym roku. Jeśli lubicie brudne granie, to koniecznie spróbujcie “Over You” #ThrowingUp, “Whiteout” #TheShivas i “Can’t Get No” #DeadGhosts. Coś na pewno zaskoczy. Punk’s not dead!

Dodaj komentarz

-->