Neil Young – The Monsanto Years


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Świetne utwory, których można też słuchać z kubkiem genetycznie modyfikowanej kawy w ręku i po prostu rozkoszować się momentalnie rozpoznawalną grą Younga i chłopaków Nelsona.

„Neil Young znów wydał płytę?! On chyba myśli, że nadal mamy lata siedemdziesiąte!”. To piękne copy autorstwa mojej dziewczyny jest idealnym podsumowaniem stosunku kanadyjskiego artysty do dzisiejszego rynku muzycznego i rządzących nim reguł. Neil zawsze był pracoholikiem, ale przez ostatnie kilka lat jego aktywność wydawnicza to spełnienie marzeń wszystkich fanów. O tym, czym artysta się zajmuje, pisałem już przy okazji wydania poprzedniej płyty, od której upłynęło zaledwie pół roku. Nie sądzę jednak, by teksty o Youngu były w czołówce najuważniej czytanych przez odwiedzających www.aktivst.pl. Pozwólcie więc na krótkie przypomnienie.

Mający siedemdziesiątkę na karku Young w ciągu ostatnich 2-3 lat napisał dwie kilkusetstronicowe autobiografie, wynalazł i wprowadził na rynek autorski, rewolucyjny system zapisu i odtwarzania muzyki PONO, nałogowo maluje i wystawia obrazy, kończy pracę nad bezpiecznym dla środowiska samochodem Lincvolt, wspiera badania nad chorobami genetycznymi dzieci, osobiście blokuje budowę rurociągów w kanadyjskim interiorze i jest jednym z najaktywniejszych członków amerykańskiego towarzystwa modelarzy kolejowych, regularnie wystawiającym swoje dioramy na lokalnych konkursach w całych Stanach. W międzyczasie wrócił do jarania blantów oraz zamienił żonę na Daryl Hannah. No i nieprzerwanie od lat osiemdziesiątych wspiera amerykańskich farmerów, zmagających się w nierównej walce z gigantami branży spożywczej.

To ważne, bo właśnie o tym jest jego kolejna, 36 (!) studyjna płyta nagrana w towarzystwie synów Williego Nelsona, wybitnego amerykańskiego muzyka country. Najpierw więc o warstwie tekstowej i przekazie. Tytułowy„Monsanto” to olbrzymi koncern odpowiedzialny w oczach wielu (Pana Younga też, ofkors) za całe zło, jakie przez ostatnie dekady spadło na ciężko pracujących rolników. Poszczególne utwory są więc zajadłą krytyką korporacji i wszystkiego, co ona reprezentuje, a jednocześnie pełno w nich tęsknoty za dawnymi czasami i pochwał tradycyjnych, amerykańskich wartości. Czy to łykamy, czy nie, to kwestia indywidualna. Dla przeciętnego słuchacza ważny jest fakt, że przekazowi towarzyszą świetne utwory, których słuchać można z kubkiem genetycznie modyfikowanej kawy w ręku i po prostu rozkoszować się momentalnie rozpoznawalną grą Younga i chłopaków Nelsona. Nie powinienem wyróżniać poszczególnych numerów, bo to niezwykle równa i spójna płyta. Ale zrobię dwa wyjątki: „Wolf Moon” to prześliczna wyciszona ballada, która spokojnie mogłaby trafić na album „Harvest”. Natomiast „Big Box” stanowić będzie doskonały pretekst do tych szalonych, trwających po pół godziny koncertowych jamów, które mam nadzieję znów będzie dane usłyszeć europejskiej publiczności na żywo.

Neil Young + Promise of the Real
„The Monsanto Years”
Warner Music Poland

Zobacz także:

Neil Young – Storytone

Kolejny album potwierdzający, że dla Neila Younga nie istnieją granice stylistyczne, on po prostu ma ochotę spróbować swoich sił w każdym możliwym gatunku. Czekam na set w Boiler Roomie. Czytaj więcej>>

Leon Bridges – Coming Home

Głowa paruje od upału. Muchy usiłują utopić się w dzbanku z kompotem truskawkowym, a cała Polska jest chyba jednym wielkim piekarnikiem. Jakimś dziwnym trafem do tego obrazka jak ulał pasuje debiutancki krążek Leona Bridgesa. Czytaj więcej>>

Muse – Drones

Całkiem pozytywne wrażenie zaciera niestety końcówka albumu (ze szczególnym naciskiem na numer tytułowy), która ewidentnie kryje jakiś głębszy sens, ale znany jest on chyba tylko Mattowi, Christopherowi i Dominicowi. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz

-->