Stara zasada mówi, że nie wolno oceniać książek po okładce, a ludzi i miejsc po zdjęciach na Facebooku. Warto się tego trzymać, bo można się potem nieźle zdziwić. #SweeTea to nowa knajpka, która została otwarta na #StarymMieście. Czy w – jak ją określono – #GaleriiSmaku uradujemy nasze kubki smakowe?
#SweeTea wygląda na uroczą #herbaciarnię, z tą różnicą jednak, że poza nawiązaniem w nazwie, typową herbaciarnią nie jest. Owszem – znajdziemy tu parę rodzajów herbat, głównie ze Wschodu (Rosja, Ukraina, Azerbejdżan czy Kazachstan), ale oprócz tego możemy sobie zamówić #kawę, soki i kilka rodzajów wód. I standardowo coś lekkiego i ładnie wyglądającego do #przekąszenia – #kanapki (12-14 PLN), #naleśniki (12-14 PLN), #ciasta (12 PLN) czy #croissanty (3-7 PLN). Jest też #zupa dnia, którą jednak codziennie od powstania knajpy jest krem z dyni.
Herbatę można kupić tutaj jedynie w dzbankach, więc ja i moja towarzyszka, nie mając innego wyboru, zamówiłyśmy jeden. Skoro już jest się w miejscu z #tea w nazwie, to trzeba jakiejś spróbować. Wybór padł na ukraińską herbatę wieloowocową (12 PLN), która była dobra, ale nie jakaś zaskakująco inna w smaku niż ta zaparzana we własnym domu. Oprócz tego zdecydowałyśmy się na francuską kanapkę z żurawiną, camembertem i orzechami włoskimi na francuskim pieczywie (12 pln) oraz naleśniki z szynką parmeńską, pesto i mozarellą (14 pln). I to był błąd. Wygląd nie współgrał ze smakiem. Wytrawne naleśniki miały zbyt słodkawe ciasto, a w kanapce nie grały proporcje składników (skutkiem czego było obrzydzenie do sera pleśniowego przez najbliższe kilkanaście godzin).
Sam wystrój #SweeTea jest przyjemny, chociaż trochę mało tu miejsca. Wszystko w bieli. Cztery stoliki, dwa krzesła barowe oraz półki z herbatami, zagranicznymi słodyczami, a także rękodziełem i ma się wrażenie, że jest tu już pełno, chociaż w ogóle nie było tam ludzi. Ogólna atmosfera? Trochę dziwnie, bo wydaje się, że z założenia kawiarnia miała być herbaciarnią, a tak naprawdę jest tutaj namieszane wszystkiego – zdaje się bez jakiegoś takiego pomyślunku (kanapka norweska, herbata rosyjska plus ciasto polskie, hmm). Szkoda, bo przez to jest jedną z wielu knajpek w tym stylu, które powoli zaczynają wyrastać na mapie Warszawy. A można było ciągnąć dalej wschodni klimat.

