Śniadaniownia

Warszawa

Warszawskich miejscówek, które warto odwiedzić o poranku, przybywa, bo mieszkańcy stolicy coraz częściej wyrzekają się myślenia pt. „Śniadanie na mieście? Po co? Zjem w domu”. Nie wszystko bowiem, co zrobimy w domu, będzie smakowało równie dobrze, jak dania przyrządzone dla nas przez szefów kuchni, takiej np. mokotowskiej Śniadaniowni. – Jeśli coś ma „śniadanie” w nazwie, to musi być porywające – pomyślałam i udałam się na przeszpiegi w pierwszy poranek majowego ocieplenia. Nie było akurat szału z upałem, więc usiadłam w środku – zewnętrzne stoliki były zresztą schowane. Spotkałam kolegę z okolicy, co nastroiło mnie przychylnie, a także bodaj troje – to dużo jak na wczesne godziny poranne – miło usposobionych pracowników, którzy doradzili mi jajecznicę (12 PLN) w scustomizowanej wersji z warzywami. Kolega, jak podejrzałam, wziął mocno zielony „włoski zestaw śniadaniowy” (mozzarella, rukola, świeże pesto, warzywa, pieczywo – 20 PLN) – na pewno bardzo zdrowy, ale bez jajek, które dla mnie są nieodzownym elementem śniadania. Jak to wszystko smakowało? W sam raz, choć nie pokochałam wypiekanego na miejscu pieczywa, co zazwyczaj mi się zdarza, w menu zabrakło mi też jakiegoś mocnego akcentu, charakterystycznego dla tego miejsca. Śniadaniownia podaje smakowicie wyglądające kanapki, zupy (choć menu pozakanapkowe na inne pory dnia jest dość ubogie), ciasta, dobre herbaty, świeże soki i kawy. Zaskakuje też możliwością zamawiania kanapek SMS-em i opisywania swoich wrażeń na specjalnie do tego przygotowanym fragmencie menu. To pomysły demokratyczne, służące dookreśleniu charakteru tego miejsca, co z pewnością mu pomoże. Póki co kibicujemy zaangażowanej ekipie Śniadaniowni i trzymamy kciuki, by znaleźli swój prawdziwy śniadaniowy hit. [Agata Michalak]

Dodaj komentarz

-->