Słony

Warszawa

Znudzony Krakowskim i Nowym, z przyjemnością odwiedziłem nowe miejsce na tyłach placu Konstytucji
o słodkiej nazwie Słony. Eleganckie wnętrze, dobra muzyka, uśmiechnięci ludzie oraz miła obsługa płci męskiej tworzą luźną atmosferę, która wciąga. Krzesła i stoliki nie kłębią się zbyt gęsto, przestrzeń nie przytłacza rozmiarem, a zestaw beżu, czerni i pomarańczu jest doskonałym tłem do rozmowy. Do stand-up baru Słony można przyjść zjeść, wypić i porozmawiać z ludźmi, których widzi się po raz pierwszy. Ale i nie ostatni, o czym sam się przekonałem! Mała karta dań wcale nie jest skromna, a serwowane tu sznytki urzekają smakiem, kolorem i estetyką podania. Do tego grzane wino, choć można też wybrać inny napój w zależności od pory dnia i nocy: od jogurtu, przez herbatę Ronnefeldta, skończywszy na jednej z kaw. Albo poprosić o lampkę Schlumbergera jako aperitif (białe musujące wino o niesamowitym bukiecie i złocistym kolorze). To, co zasługuje na uwagę, to mnogość podawanych śniadań (które – uwaga – serwuje się w weekendy do godziny 16.00!): małe, duże, witalne, a i takie, które dumnie zwą się „Śniadaniem Carycy Magdaleny”. Jak smakują – sprawdźcie sami, poczynając od sznytki z makrelą. Rewelacja! [Bartosz Badowski]

Dodaj komentarz

-->