Dla czytelniczek już mniej. W warszawskim świecie „kochających inaczej” panuje ścisła hierarchia. Wiadomo, królowa jest jedna i od ponad ośmiu lat rezyduje przy Jasnej. Dlatego najnowszy przybytek wśród miejsc gay-friendly, a nawet gay-gay, nie nazywa się Queen, tylko Queer. W środku nie ma śladów taniej branżowej estetyki (wyjątkiem jest obowiązkowy różowy korytarz przy wejściu). Właściciel Queer – ten sam, który cały czas wierzy w potencjał Starówki i tuż obok z powodzeniem prowadzi naszą ulubioną Jazzownię Liberalną – przedstawia warszawiakom gustowne miejsce „dla mężczyzn i tylko kilku wyjątkowo sympatycznych pań”. W klubie do dyspozycji są dwie sale – w tym jedna z dobrze zaopatrzonym barem (drinki w średnich cenach, bez daniny za pobyt na Starówce). W obu stoją wygodne designerskie kanapy. W przyszłości będzie tu można zamówić małe co nieco do przegryzienia (ciabatty, nachos, tarty). Queer przyszło działać w otoczeniu sąsiadów, którzy lubią się skarżyć na hałas, i dlatego jest przede wszystkim biforownią. Co nas przygotuje do dalszej nocnej wędrówki? Na pewno nie show drag queen, karaoke albo jakiś inny tani chwyt znany z „branżowych” miejscówek niższej półki, zapewnia menadżer. „Jest to miejsce dla normalnych (czytaj: nieprzegiętych) facetów, którzy po prostu chcą się spotkać na drinka w miłym otoczeniu”. Wygląda na to, że się uda. [Mladen Petrov]
Queer
Warszawa
