Wreszcie jest! Okienko z frytkami na rogu ulic Polnej i Oleandrów w końcu zostało otwarte. Termin był kilkakrotnie przesuwany, a my smutek po każdej takiej zmianie zagryzaliśmy do nieprzytomności serem w pobliskim Małym Piwie (niczego mu oczywiście nie ujmując). Swoją drogą to dość ciekawe, że aby zjeść naprawdę dobre frytki w kraju – jak by nie patrzeć – ziemniakiem stojącym, trzeba je przywieźć aż z Belgii. Od teraz specjalna frytkowa odmiana belgijskich kartofl i, poddanych tajemniczej obróbce polegającej na kilkukrotnym pieczeniu w różnych temperaturach, rośnie na Polnej! Nie dość, że frytki w Okienku są naprawdę pyszne, grube, z wierzchu chrupiące, a w środku mięciutkie (mała porcja 5 PLN, duża 8 PLN), to jeszcze do wyboru mamy całe mnóstwo pysznych, przygotowywanych na miejscu sosów (złotówkę każdy), m.in.: superostrą salsę paprykową, sos miodowo-musztardowy, duński (pikle z żółtym curry), indyjski (pasta panang, cynamon), tzatziki (wiosną z dodatkiem świeżej mięty), fi staszkowy (ponoć belgijska specjalność), lazurowy (z sera pleśniowego, ale – jak mówi właścicielka – klienci niezbyt dobrze reagowali na słowo „pleśń”), wasabi. Oprócz tego oczywiście ketchup, majonez i – przypadkowo odkryta specjalność zakładu – frytki z maggi. Genialne w swojej prostocie połączenie, polecamy! Plany na przyszłość są równie imponujące: pieczone na miejscu babeczki z wiśniami do porannej kawy, gorące pączki i ogródek. Żegnaj fi guro laseczki, witajcie fryteczki! [Olga Wiechnik]
Okienko
Warszawa
