Do dwóch buł sztuka
Warszawiacy chyba nie mogą się obyć bez otwarcia przynajmniej jednej burgerowni w miesiącu. Albo właściciele nie mają zbyt dużej wyobraźni. #Lokal przy skrzyżowaniu Jerozolimskich i Kruczej to chyba wymarzone miejsce dla restauratora, choć z jakichś powodów w okolicy dominują sklepy odzieżowe z garsonkami rodem z lat 90., jubilerzy i rzeźnicy od futer. Wszystko dość podejrzane. Wśród nich ostatnio pojawiła się burgerownia, która posłusznie podążą za trendami. #Homemade w nazwie – jest, ładne zdjęcia na Facebooku – są, wołowina wysokiej jakości – jest, dopracowane wnętrze – jest. W bonusie wielki ekran na piętrze, na którym Paris Hilton wdzięczy się ze swoimi torebkami.
#MiędzyBułkami dałem szanse dwukrotnie – raz buła z krową, raz bez krowy. W przypadku wersji wege między bułkami szybko zrobiło się pusto. Paćka z czerwonej fasoli (16 PLN) – źle doprawiona, nijaka i konsystencją przypominająca wszystko oprócz kotleta, do tego umazana w nijakim guacamole – zaczęła wędrować po tacce. Sprowadzenie jej z powrotem w okolice bułki wymagało sporej cierpliwość. #Krowarzywa mogą spać spokojnie. Klasyczny #cheeseburger (21 PLN) wypadł na szczęście lepiej, ale poniżej średniej warszawskiej. Zgrillowane mięso, sporo warzyw, wysmażony ser, czyli déjà vu. Trzeciej próby jednak nie będzie. Właścicieli odsyłam na intensywny kurs z kreatywności i lepienia kotletów ze strączkowych.

