Praca w mediach ma to do siebie, że się naprawdę sporo i długo pracuje. W związku z tym często wstaje się o godzinie, kiedy jest już za późno na śniadanie. Ok, trochę przesadzam, ale kiedy już zdarza mi się wstać wystarczająco wcześnie, na dłużej zapamiętuję tak wyjątkowe wydarzenie. Wybór miejsca na śniadanie też nie może być oczywisty. Od jakiegoś czasu kolejne bastiony w naszym mieście zdobywa moda na cupcakes. Niemal przed chwilą na Kruczej otworzyła się kolejna twierdza, którą – na pohybel wszystkim dietom – kuszą nas promotorzy amerykańskich wysokokalorycznych babeczek. La Vanille jest takie same jak menu, które proponuje – bardzo oszczędne w detalach, wręcz ciut chłodne, a przez to właśnie zapadające w pamięć. W La Vanille mamy się skupić na ofercie, a nie na wnętrzach, które – nie wiem, czy wystarczająco to podkreśliłem – są bardzo udane. Obserwując obsługę w nienagannie białych fartuchach, nie sposób było opędzić się od wrażenia, że przebywamy w drogerii czy nawet w laboratorium, gdzie podstawą jest precyzja. W tym przyjemnym laboratorium słodkości spędziłem parę niezapomnianych chwil w towarzystwie cupcake’ów (8 PLN za sztukę), na nowo odkrywając uroki wcześniejszego wstawania. Być może lekarze odradzą wam zaczynanie każdego dnia od kilku takich babeczek, ale też z pewnością zgodzą się, że takie miłe chwile o poranku jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Decyzja należy do was. [Mladen Petrov]
La Vanille Cupcakes
Warszawa
