Czym chata bogata
Choć #Dom istnieje od niedawna, to sława lokalu wyszła już daleko poza jego progi. Pierwsza nasza wizyta w nowej najmodniejszej żoliborskiej restauracji skończyła się niepowodzeniem – do Domu, ukrytego na parterze przedwojennej willi tuż koło parku Żeromskiego, po prostu nie udało nam się dostać. Chętni na niedzielny domowy #obiad obsiedli ciasno wszystkie, nieliczne zresztą stoliki, a kilkoro najwytrwalszych czekało grzecznie w przedpokoju. Ponowiliśmy więc próbę w tygodniu, kiedy to #Dom otwarty jest między 12 a 16.
#Menu jak to w domu – zmienia się średnio raz na dwa dni, nie pozostawiając nam wielkiego wyboru (zwykle jest to zupa albo sałata i drugie danie do wybory z dwóch propozycji). I na tym domowe porównania trzeba by właściwie skończyć, bo jeśli nie mieszkacie w luksusowej willi z kucharzem serwującym dania zdecydowanie bardziej wykwintne niż swojskie, to w Domu niewiele z domu odnajdziecie. Nie zmienia to faktu, że jedzenie, jakie na Żoliborzu serwuje #MateuszKarkoszka (wcześniej Tamka 43, Na Lato, Harvest) i #WeronikaNogańska (Na Lato), jest na bardzo wysokim poziomie.
Podczas naszej wizyty spróbowaliśmy obu wariantów obiadowych: kremu z kalafiora i pieczonego kurczaka zagrodowego z marchewką i palonym masłem, a także risotto ziołowego oraz sałaty z pęczakiem, jajkiem w koszulce i czerwoną cebulą. Taki dwudaniowy #lunch kosztuje 25 zł, ale w cenie jest też pyszna, cieplutka jeszcze focaccia i woda. Choć porcje są niewielkie, a niektóre dania przekombinowane (krem z kalafiora w smaku i konsystencji przypominał mleczną piankę, przez co po kilku łyżkach trudno było go przełknąć), to w każdym kęsie czuć wysoką jakość składników. Do Domu chętnie jeszcze wrócimy, niejednym nas pewnie zaskoczy, mamy jednak nadzieję, że następnym razem gospodyni (w osobie córki właściciela) będzie nieco przyjaźniej do gości usposobiona.

