Nigdy nie byłem w Wietnamie. Nigdy nie byłem w #Azji, choć niektórzy Azją nazywają Warszawę. Najdalej na wschód dotarłem do Białegostoku. Dlatego gdy po raz pierwszy wchodziłem do #BonjourVietnam na Chmielnej, nie wiedziałem, czy kanapki, będące główną pozycją w menu, to faktycznie klasyczny #StreetFood serwowany na ulicach #Hanoi czy może raczej ukłon w stronę warszawskich podniebień – tak jak mieszanka warzyw Hortexu, która jeszcze niedawno oswajała każdego stołecznego kurczaka w pięciu smakach. #AzjatyckaObsługa i hasło na Wikipedii rozwiały jednak moje podejrzenia.
#Kanapki bánh mì (od 10 PLN) to wspomnienie po kolonializmie – tradycyjna wietnamszczyzna uwięziona w niepozornej pszenno-ryżowej bułce przypominającej francuską bagietkę. Pod ciepłą, chrupiącą kopułą w wersji podstawowej kryją się: rozsmarowany pasztet z wątróbki, kiszona marchew i rzepa, świeża kolendra i majonez. Do mojej kanapki, podanej w koszyczku wraz z ostrym i łagodnym sosem, wepchnęły się jeszcze omlet (12 PLN) z orientalnymi przyprawami, tzw. chả lụa, czyli wieprzowy specjał o niewyraźnym smaku, konsystencją zbliżony do tofu, oraz coś, co później zdemaskowałem jako pork belly, tłusty i niestety pyszny kawał czegoś. #Bułka może nie jest bardzo duża, ale wypchana składnikami, przyzwoicie zaspokaja głód. W smaku zaś okazuje się dziwnie znajoma – to tak, jakby nadzienie z sajgonek przełożyć do pieczywa albo wybrać najlepsze składniki z zupy pho. Kanapki dostępne są też w wersji wegetariańskiej – bez pasztetu, ze smażonym tofu. W #BonjourVietnam dostaniecie też znane z innych miejsc naleśniki ryżowe (12 PLN) czy curry z kurczaka (14 PLN). Do picia mrożona herbata jaśminowa (6 PLN), wietnamska kawa oraz wybór smoothies i bubble tea. Bánh mì to kolejny mocny zawodnik w coraz liczniejszej drużynie azjatyckiego fast foodu.

