Meridian Brothers „Cumbia Siglo XXI” – recenzja

cumbia siglo xxi

Ci, którzy byli na warszawskim koncercie Meridian Brothers podczas festiwalu Skrzyżowanie Kultur, wiedzą, że zespół nie patyczkuje się ze słuchaczami.

Meridian Brothers „Cumbia Siglo XXI”

Kolumbijczycy to chyba najbardziej radykalni ze wszystkich artystów z kręgu południowoamerykańskiej alternatywy. I nie mogą się z nimi równać nawet królowie tamtejszego techno łomotu. Kolejnym dowodem potwierdzającym te tezę jest „Cumbia Siglo XXI”. Album nazwany na cześć słynnej kolumbijskiej grupy Cumbia Siglo XX to chora jazda po południowoamerykańskiej tradycji muzycznej. Znajdziecie tu zarówno cumbię rodem z meksykańskiego YouTube’a, jak i tę, którą prezentują zespoły ludowe. Do tego podane w formule przypominającej soundtrack do gier z Pegasusa. Dźwięki nerwowe jak skoki Mario nad grzybkami. Beaty chore, jakby były tworzone, żeby zniechęcić słuchaczy już na starcie. A same kawałki przebojowe, jak… np. hiszpańskojęzyczny cover słynnego „Son of a Preacher Man”. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Meridian Brothers chyba jako pierwsi pokazali, jak szerokim i eklektycznym zjawiskiem jest prawdziwa cumbia.

-->