Małgorzata Kulik, „Ta małpa poszła do nieba” (recenzja)

Ta małpa poszła do nieba
Ta małpa poszła do nieba

Bezdzietne małżeństwo wychowuje małpę. Pewnego dnia zwierzak rozcina sobie brzuch nożyczkami i umiera. Ona z rozpaczy traci kontakt z rzeczywistością, on początkowo ją wspiera, później znajduje ukojenie u innej. Zagadkowa śmierć małpy otwiera puszkę Pandory, z której wyskakują demony przeszłości i teraźniejszości.

„Ta małpa poszła do nieba” Małgorzaty Kulik nie jest ani horrorem, ani sensacyjnym dreszczowcem – to smutna i brutalna obyczajówka, która pokazuje zło drzemiące w każdym człowieku. W komiksie uwalnia je nie tylko tragedia – równie dobrze może zrobić to miłość. Bohaterowie są pozostawieni sobie: nie mają oparcia w rodzinie, otoczenie jest toksyczne i zakłamane, a działanie spycha w otchłań. Postacie i ich relacje są do bólu przeciętne, dzięki czemu nabierają cech uniwersalnych. Małpa jest wielopoziomową metaforą straty, jednocześnie symbolizuje wytykaną i wyszydzaną odmienność i brak akceptacji innego. Zwierzęcy kostium jest nie tylko bardziej nośny semantycznie, ale pozwala też na konieczny dystans wobec tragedii, jaką jest strata ukochanej istoty. Dobrze oddaje też niedorzeczność straty.

Pomijając udosłownioną metaforę tytułowej małpy, komiks Kulik jest turpistyczno-naturalistyczny. Autorka pokazuje rzeczywistość bez makijażu, ocierając się miejscami wręcz o karykaturę. Bezdzietne małżeństwo, które przygarnia zwierzaka, a później się nad nim znęca, jest bardzo pojemną metaforą różnych warstw społecznych. To bogaci kreatywni z wielkich miast i ich kot za średnią krajową, to operatywna i ciężko pracuja klasa średnia, która przywiązuje psiaka w lesie, kiedy przestaje być szczeniaczkiem. To także rodzice, którzy porzucają lub krzywdzą swoje dzieci, bo nie potrafią przestawić się z trybu jednego gracza na grę drużynową.

Świat Kulik jest brzydki i nie ma w nim miejsca na dobro. Nawet te działania i uczucia, które normalnie byłyby uważane za piękne i dobre, są wynaturzone i prowadzą do tragedii. Spontaniczna miłość ma posmak zdrady, para spółkuje ukradkiem po krzakach jak zwierzęta. Tragedia staje się wymówką i uzasadnieniem dla kolejnej. Potem zło już tylko pączkuje, pożerając wszystko wokół. Przewidywalny, sztampowy i nieco zbyt szybki finał podkreśla tylko weryzm historii.

-->