Co to za pomysł, żeby gość, który na co dzień mruczy w synthopopowej kapelce, nawijał na bitach Madliba? – pomyślałem na wieść o EP-ce „Trouble Knows Me”, po czym wypłaciłem sobie porządną blachę w czoło. Zabolało.
W końcu nie tak dawno jeszcze zżymałem się na wszystkich trueschoolowych nazistów, którzy odmawiali Freddiemu Gibbsowi prawa do nagrywania z kalifornijskim „wirtuozem samplera” Otisem Jacksonem Jr. Gangsta raper zbezcześci przecież jego wolnomyślicielskie produkcje, a Otis przy nim schamieje – mezalians, komercja, rozpalcie stos. Jednak typ, który rozbił w zeszłym roku kokainową piniatę, okazał się jednym z najciekawszych współpracowników w karierze Madliba, raperem w lot chwytającym nierówności i zwichnięcia jego produkcji i – przede wszystkim – charyzmatycznym MC. Do koleżków z innych światów wychowanek Oxnard ma zresztą szczęście od samego początku swojej drogi twórczej. Który inny producent ma na koncie krążki nagrane z przejaranym, żółtym pluszakiem czy tęgawym Brytyjczykiem, skrywającym swoje oblicze za głupawą metalową maską? Kto inny przesiadywał w studiu z większa liczbą alkoholików, narkomanów i… postaci z kreskówek?
Sam Herring z Future Islands w porównaniu z większością tej kolorowej hałastry wydaje się wyjątkowo ułożonym i sympatycznym koleżką. Od kiedy w zeszłym roku dokonał rapowego coming outu i przyznał się publicznie, że to hip-hop był jego pierwszą muzyczną miłością, regularnie – od czasu do czasu – w sieci lądują kolejne nagrywki jego rymującego alter ego – Hemlocka Ernsta. I choć MC nie jest wybitnym – bardziej kombinuje nad flow niż nad nim niepodzielnie panuje i nawiązuje do białych indierapowych tradycji – to na basowych, bujających bitach Madliba odnajduje się bardzo dobrze. Soulowe pętle wydobywają z jego głosu melodię, jazzowy feeling pozwala mu nieśpiesznie płynąć, a jego luźne ciągi skojarzeń pełne są gorzkiej ironii i popkulturowych nawiązań. Mówiony sampel wykorzystany w krótkim przerywniku zaświadcza, że ta muzyka nie jest podróbą, jest prawdziwa; co Herring potwierdza dodatkowo zamykającą jeden z numerów konstatacją, że powinien pogłębić swój przekaz.
Hemlock Ernst ma na to jednak jeszcze czas. To przecież dopiero jego pierwsza EP-ka i – od razu – jest to krążek nagrany z jednym z najciekawszych i najbardziej docenionych producentów w historii gatunku. Krążek krótki, treściwy i wynikający z potrzeby serca, a nie marketingowych kalkulacji.
Hemlock Ernst & Madlib
„Trouble Knows Me”
Zobacz także:
Najnowszy film Mike’a Leigh, brytyjskiego mistrza kina społecznego, to filmowa biografia Williama Turnera, jednego z najwybitniejszych malarzy romantycznych i preimpresjonistycznych, autora blisko 30 tysięcy obrazów i szkiców. Czytaj więcej>>
Statek namiętności vs. Witchcraft
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te dwa komiksy przekartkować dla czerpania przyjemności z oglądania przedstawień seksu. To przecież dobre pornole i w tej podstawowej funkcji też się sprawdzają. Czytaj więcej>>
Tak brzmi Afryka. Zapomniana przez świat, żyjąca swoim życiem. Biedująca z dnia na dzień, ale ciągle fajniejsza niż najlepiej zaprogramowany hipster. Czytaj więcej>>

