Pytanie jakie muszę zadać w leadzie do tego artykułu brzmi “Czy naprawdę muszę tłumaczyć wam o co chodzi w tym niusie?”
Jako ojciec rocznego dziecka doceniam bardzo książeczki dla dzieci, które mają jakąś akcję. Ciężko się pokazuje młodemu jabłko i mówi, że to jabłko. Milej jest czytać jakieś przepisane dla małych dzieci wersje baśni braci Grimm. A najlepiej by się czytało dziecięce wersje #PulpFiction… albo Aliena.
Raczej takie szczęście mnie (i mojego syna) nie spotka, dlatego trzeba cieszyć się nawet krótkimi zajawkami.


